Nie tak dawno temu, premier, miłościwie nam panujący, Tusk, nawoływał do kastracji pedofilów. I słowo ciałem się stało, oczywiście po jakimś czasie dopiero, albowiem premier ma mniej włosów niż wizerunek Jezusa. Oczywiście pozostaje zasadność takiej chemicznej kastracji, która, najogólniej rzecz biorąc, może być kompletnie chybiona i pozbawiona skutków. Ale ja dzisiaj nie o tym.
Otóż minister spraw zagranicznych, Radosław Sikorski, podwładny wspomnianego premiera, uzgodnił z Bernardem Kouchnerem (szef dyplomacji francuskiej), że wystąpią do Barracka Obamy z prośbą o “zbadanie możliwości skorzystania z prawa łaski”. Do tego wszystkiego przemógł się do współpracy z rządem prezydent i z amerykanami też ma rozmawiać.
O co chodzi? O aresztowanie reżysera, Romana Polańskiego. Francuzi też są w to włączeni, albowiem Polański ma obywatelstwo francuskie również. A dlaczego go aresztowano? Ano z powodu listu gończego wydanego w Stanach Zjednoczonych. Polański oskarżony został, 30 lat temu, o uwiedzenie 13-latki, co w stanie Kalifornia, automatycznie jest kwalifikowane jako gwałt.
Polskie władze twierdzą, że sytuacja nie jest tak jasna, jakby na to wyglądało. Nie mówią jednak o co chodzi konkretnie, więc takie bicie piany na nikim nie zrobi wrażenia.
Nie rozumiem sytuacji, w których publicznie tworzy się równych i równiejszych, a nie słychać aby ktoś protestował. Z jednej strony chcą kastrować pedofilów a z drugiej strony nad jednym oskarżonym o pedofilię (a jakoś nikt tego nie podważa) się roztkliwiają.
