preload
mar 18

Ostatnio wziąłem się za czytanie. Nie, żebym wcześniej mało czytał, wręcz przeciwnie. W porównaniu do statystycznego Polaka, to ho, ho! Że proszę siadać, panie tego. Nie pamiętam dokładnych danych, ale wychodzi coś poniżej jednej książki rocznie na łeb. Wynik fatalny, a mój, w przybliżeniu, osiąga około trzystu książek rocznie. Praktycznie codziennie czytam książkę, niektóre zajmują mi dwa dni. A jak nie mam książek, to czytam sobie na przykład forum Giżycko i też jest ciekawie. A kiedy nastrój mam masochistyczny, to się biorę za własne wiersze i poezję tak zwaną. Okropne, ale dają wytchnienie szarym komórkom, są nieskomplikowane i niezbyt wymagające.

Ostatnio, jak już wspomniałem, wziąłem się za czytanie. Zachorowałem na ospę wietrzną, z domu wychodzić nie mogłem, to co robić? Oczywiście, można żeglować po Internecie, można wlepiać oczy w telewizor czy w ścianę, bo to właściwie żadna różnica (i to niezależnie od tego, czy odbiornik jest akurat włączony, czy nie), można grać w jakieś niezwykle skomplikowane manualnie gry, można wreszcie snuć plany podboju świata, ale… Jakoś nigdy się do tego nie przekonałem. No, może poza tymi planami, temat jest niezwykle fascynujący. Reasumując to nieco przydługie zdanie, gdybym na ospę chorował pół roku, to pewnie bym osiągnął średnią w okolicy tysiąca książek rocznie.

Wziąłem się za czytanie i postanowiłem odświeżyć sobie autorów młodości. Wiedziałem, że ocena dobrej książki, przeczytanej dziesięć czy dwadzieścia lat temu, potrafi ewoluować i pięknieć – nagle okazuje się, że lektura właściwie była doskonała, cudowna i nic nie mogłoby jej sprostać. Tego się trochę obawiałem, ale przynajmniej nie miało to być zaskoczeniem. Pocieszałem się też tym, że jednak nie uważam tych książek za doskonałe i cudowne a właśnie za dobre, pełne fantazji i humoru.

Nie zawiodłem się! Wchłonąłem kilka książek Edmunda Niziurskiego i Joanny Chmielewskiej. Może od razu wymienię parę tytułów, bo przy okazji chciałbym te książki polecić PT Czytelnikom swojego bloga. Ja pierdzielę, ale to zabrzmiało! No, uśredniło się.

Joanna Chmielewska:

  • Krokodyl z kraju Karoliny
  • Nawiedzony dom
  • Wszystko czerwone
  • Całe zdanie nieboszczyka
  • Dzikie białko
  • Lesio

Edmund Niziurski:

  • Adelo, zrozum mnie
  • Naprzód, wspaniali!
  • Jutro klasówka
  • Siódme wtajemniczenie
  • Księga urwisów (świetnie przemycony produkcyjniak!)
  • Szkolny lud, Okulla i ja

To te starsze, które raczyłem przeczytać i je sobie przypomnieć. Zajęło mi to circa pięć dni – zajęłoby cztery, ale wiadomo, inne obowiązki również na mnie ciążyły. Podobały mi się jak kiedyś – może nawet bardziej, biorąc pod uwagę, że znałem ich treść i to, co się stanie za chwilę. Jak również to co najważniejsze – zabił lokaj. I nie przeszkadzało mi to w niczym!

Potem wziąłem się za dzieła nowsze. Nie chce mi się ich wymieniać nawet, ale co tam:

Joanna Chmielewska:

  • (Nie)boszczyk mąż
  • Zapalniczka
  • Bułgarski bloczek

Edmund Niziurski:

  • Pięć melonów na rękę
  • Największa przygoda Bąbla i Syfona – czy coś takiego
  • Nowe przygody Marka Piegusa

No, Kochani, porażka na całej linii. Jedni z ulubionych pisarzy mojej młodości stali się… nudni. Wtórni. Bez pomysłu na książkę. A „Nowe przygody Marka Piegusa” wręcz… no co tu dużo gadać, mają kawałki może nie tyle niepoprawnej co po prostu brzydkiej polszczyzny. Nie wspomnę już o pani Chmielewskiej, która długo i namiętnie na początku książki wyjaśnia co to znaczy boszczyk, ale na wszelki wypadek i tak dodaje (nie) przed tytułem. Najwyraźniej ma czytelników za podwójnych idiotów.

Pisarze nie potrafią tak pisać jak kiedyś, Mozart i Bach to w ogóle nie żyją a i ja sam dobrze się nie czuję. Do szpagatu ciągle brakuje mi dobrych dziesięciu centymetrów, a kontuzja, przez którą przestałem go robić do końca, wydarzyła mi się cztery lata temu. Zdecydowanie spadek formy.

Leave a Reply