Rezolucja ONZ wzywa do zaprzestania karania homoseksualizmu. Rezolucja została złożona z inicjatywy Francji, w imieniu wszystkich krajów Unii Europejskiej a także trzydziestu dziewięciu innych krajów. Głównie chodzi o to, aby starać się zapobiec karaniu gejów tylko za to, że są gejami – a więc zaprzestania dyskryminowania człowieka za jego orientację seksualną (typowym, dosyć tępawym zazwyczaj, adwersarzom od razu wyjaśnię – orientacja seksualna to heteroseksualizm, biseksualizm i homoseksualizm, natomiast pedofilia, gerontofilia, nekrofilia i tym podobne nie są orientacjami seksualnymi).
W chwili obecnej homoseksualizm karany jest w prawie dziewięćdziesięciu państwach na świecie, a w kilku – karą śmierci (między innymi w Afganistanie, Arabii Saudyjskiej, Iranie, Jemenie i Sudanie).
Wszystko byłoby bardzo ładnie, po ludzku, w zgodzie z duchem pokoju i tolerancji, ale oczywiście… Oczywiście pojawił się Watykan, który ustami arcybiskupa Celestino Migliore raczył “docenić podjęte w deklaracji wysiłki”. Dodał jednakowoż, iż sformułowania zawarte w deklaracji nie są zgodne z intencją dla której zostały stworzone. Nie są zgodne z intencją dla której zostały stworzone – tak właśnie. Zapewne arcybiskup wie lepiej. Może w takim razie Watykan sam by zgłosił projekt takiej rezolucji? Zna intencje, może wspomóc ONZ i UE chyba?
Watykan swój sprzeciw tłumaczył także tym, iż “Kościół nie jest po to, by ulegać modom”. Moda na coś jest popularna “w jakimś czasie, w jakimś środowisku”. Ja rozumiem, że Kościół katolicki uważa się za środowisko co najmniej na całej ziemi a czas liczy od dwóch tysięcy lat… Ale “moda” na homoseksualizm rozciąga się poza rodzaj ludzki i trwa dłużej niż Kościół katolicki. Czyż to nie jest fenomen?
Jeden z największych dzienników włoskich, “La Stampa”, ocenił argumentację Watykanu jako “groteskową”. Moim skromnym zdaniem jest to powiedziane nadzwyczaj delikatnie. Ale czy kogoś to dziwi?
Przedstawione wydarzenia są z grudnia – minęło parę miesięcy… A w maju 2009 roku metropolita lubelski i arcybiskup w jednym, Józef Życiński mówi “Gejów trzeba traktować z należną godnością, a do samego zjawiska homoseksualizmu trzeba podchodzić z szacunkiem i delikatnością”. I to się nazywa mieć jaja, brawo panie arcybiskupie. Oczywiście zaraz pojawiło się typowe uściślenie – homoseksualizm grzechem nie jest, ale czyny homoseksualne – to już tak. Trzeba przyznać, że Watykan pół roku temu chyba o tym zapomniał.
