preload
kwi 28

No dobra, wiele osób odwiedza ten blog (aż się zdziwiłem!), więc pora napisać coś o świńskiej grypie, a nie rozwodzić się na temat pandemii, jak uczyniłem to w poprzednim wpisie pandemia i świńska grypa.

Drażni mnie ta cała sytuacja, tak całkiem poważnie. Denerwują mnie wiadomości, gdzie 90% stanowi informacja o tym, że gdzieś tam hospitalizowano kogoś z takim to a takim podejrzeniem, a gdzie indziej kogo innego. Epatowanie tłuszczy przekonaniem, że już za chwilę, już za momencik, wszyscy będziemy mogli onanizować się ryzykiem owej grypy w Polsce.

W zeszłym wieku, znaczy się w XX, bo to nie tak dawno, zdarzyły się trzy pandemie. Co to jest pandemia pisałem również w poprzednim wpisie o świńskiej grypie – link wyżej. Tuż po I Wojnie Światowej (Wielkiej Wojnie, jak to wtedy nazywano), w latach 1918-1919 świat obiegła hiszpanka zbierając żniwo pięćdziesięciu milionów dusz. Następne były łagodniejsze – w 1957 azjatka zabiła milion osób, w 1968 grypa z Hong-Kongu – kolejny milion. Poza hiszpanką, dwie kolejne były mutacjami właśnie świńskiej grypy.

No i to były pandemie. Tymczasem, na chwilę obecną, świńska grypa zabiła 150 osób. Ptasia grypa, parę lat temu, zabiła około 100 osób. Jasne, to się jeszcze nie skończyło i bardzo żal każdego istnienia ludzkiego… Tylko mało kto zdaje sobie sprawę z różnych faktów… A potem przyszedł raport WHO i co się okazało? Że tak naprawdę (potwierdzono, a nie słuchano komunikatów) to zmarło kilkanaście osób…

Ptasia grypa dziwnie zbiegła się z premierą nowego antywirusa, nie pamiętam już jego nazwy. Niecierpliwie oczekuję informacji o nowym antywirusie. Nawiasem mówiąc – ludzkość nie zna jeszcze całkowicie skutecznej szczepionki, lub całkowicie skutecznego antywirusa przeciwko grypie. Grypie – tej zwykłej.

Teraz uwaga – co roku, w USA na grypę umiera 36 tysięcy osób. Co roku, na całym świecie, na grypę umiera 700 tysięcy osób! Mowa jest o zwykłej grypie, nie ptasiej, nie świńskiej. Ale jasne, lepiej się straszyć i napędzać zakupy nieskutecznych szczepionek przez biedną, wystraszoną masę. Nie dajmy się zwariować, koncerny farmaceutyczne i tak biedne nie są.

A świńska grypa to podkładanie świni biednym ludziom. Wcześniej wspomniana szczepionka nie była całkowicie skuteczna, kosztowała 150 złotych za dawkę… No i przerażone społeczeństwo sobie te dawki aplikowało. Nie wiadomo tylko po co.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
kwi 25

Uwaga: jeżeli jesteś przerażony świńską grypą i chcesz dowiedzieć się czegoś więcej – przeczytaj wpis świńska grypa po raz drugi. Tutaj meritum jest nieco inne.

Oczywiście mam ją w dupie. Nie dosłownie, moje owsiki tudzież hemoroidy są bezpieczne i się nie zarażą, ale tak ogólnie. No bo, w zasadzie, ludzie podniecają się strasznie tym, co powie telewizor, a to, co jest ważne, mają zwyczaj puszczać mimo uszu. Wiem dlaczego, ale mi przykro z tego powodu. Ot, telewizornia rządzi.

Piszę o świńskiej grypie z jednego powodu – słowa pandemia. Mam zwyczaj, że co poniektóre słowa konsultuję z różnego rodzaju źródłami wiedzy. Nie, żebym akurat nie rozumiał co oznacza pandemia, ale bywa, że jest to niezła rozrywka.

Nie zawiodłem się tym razem na Wikipedii. Oto cytat, który tak mnie rozbawił: “Według niektórych opinii przyczyną pandemii może być globalizacja[potrzebne źródło], która znacznie ułatwia rozprzestrzenianie się chorobom”. I teraz tak się zastanawiam, cóż to za źródło potrzebne. Niektóre opinie. Jakie tu źródło można podać? Pan Stasiek, pani Hanka spod monopolowego? I stara Kryśka, co to już nie ciągnie, ale zajmuje się młodszymi dziewczętami? Jest choćby opinia tego, co pisze.

Pomijam fakt, że jest to opinia, delikatnie ujmując, niespecjalnie przemyślana. Czym jest pandemia? Epidemia, która obejmuje duże rejony świata. Ale jak globalizacja może na to wpływać? Owszem – ułatwić rozpostrzenianie się – jasne. Ale wiecie, nawet jeżeli nazwać globalizację chorobą… to raczej WHO do indeksu jej nie wpisała. Ergo, pandemia może być ułatwiona przez globalizację* ale, do diaska, nie może być przyczyną**.

Jak chcecie sobie poczytać coś lżejszego to proponuję głupawe wiersze i poezję, lub wizytę na giżyckim forum.

*) Zależy co nazwać globalizacją, ale to logiczne.
**) Choćby dlatego, że termin pandemia znamy z czasów, gdzie do globalizacji było bardzo daleko.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
kwi 13

Zaczniemy może od tego, czym jest światło. Oczywiście nie będziemy się skupiać nad tym, co widzi każdy. Mówiąc światło, mam na myśli promieniowanie optyczne, czyli fale widzialne oraz podczerwień i ultrafiolet.

Fale widzialne to też dziwne zagadnienie, gdyż, jak łatwo się domyśleć, każdy człowiek widzi inaczej. Dolny zakres to około 380-400 nanometrów a górny to około 700-780 nanometrów. Tak więc czasami przeczytacie, że zakres widzialny to 380-780 nm, a czasami 400-700 nm i ciężko się do tego przyczepić.

A cóż to jest owo promieniowanie optyczne, tak konkretnie? Nazwiemy to promienowaniem podlegającym prawom optyki geometrycznej i falowej. Zakres długości przyjmujemy od 10 nanometrów aż do jednego milimetra. Światło postrzegamy (no, może niekoniecznie taki na przykład ja, ale mówimy o nauce) dualnie (jest to tzw. dualizm korpuskularno-falowy), zarówno jako falę elektromagnetyczną i jako strumień cząstek (fotonów).

Teraz dochodzimy do sedna, czyli do prędkości światła. Zazwyczaj używamy prędkości zaokrąglonej do trzystu tysięcy kilometrów na sekundę. W rzeczywistości, stała c, opisuje prędkość światła w próżni i wynosi 299 792 458 metrów na sekundę.

Ludzie próbowali mierzyć prędkośc światła od kilkuset lat (możliwe, że i wcześniej, ale były to próby z góry skazane na niepowodzenie). Bogiem a prawdą – te próby sprzed kilkuset lat (np. próba Galileusza – pierwsza odnotowana) również były z góry skazane na porażkę. Jednak już w 1676 roku, niejaki Ole Rømer stwierdził, iż światło dla przebycia 3 tysięcy mil francuskich (około 13 tysięcy kilometrów) potrzebuje mniej niż sekundy – oparł się tu na obserwacji Jowisza. I choć nie wyliczył nawet przybliżonej prędkości rzeczywistej – to wskazał, iż jest to prędkość raczej spora.

Pierwszego pomiaru w laboratorium dokonał w 1849 roku Armand Fizeau, fizyk francuski. Od tamtej pory metody pomiaru prędkości światła były stale rozwijane, zwiększała się ich dokładność, czego rezultatem był, co chyba oczywiste, wzrost dokładności. Pomiar naprawdę precyzyjny przeprowadził Albert Michelson, który otrzymał między innymi za to, Nagrodę Nobla w 1907 roku.

Czy światło można przyspieszyć? Niewątpliwie… nie wiemy. Niektórzy twierdzą, że istnieją tachiony – cząsteczki szybsze niż fotony w próżni. Możliwe, choć nie potwierdzono ich istnienia – są, jeżeli są, za szybkie na potwierdzanie. Może kiedyś. Nadświetlność to jednak nie tylko przekraczanie stałej c w próżni. Czasami nazywamy tak wstrzeliwywanie fotonów do obiektu, w którym poruszają się wolniej niż w próżni z prędkością większą od nominalnej dla obiektu (nadal jednak jest to prędkość mniejsza niż c).

Interesującym wydaje się fakt spowalniania światła. W niektórych środowiskach nie trzeba specjalnie się starać – światło w diamencie biegnie z prędkością około 130 tysięcy kilometrów na sekundę – a to przeszło dwukrotnie wolniej niż w próżni. Niezły wynik!

Jeszcze lepszy wynik dało przepuszczenie światła przez sód, w temperaturze -272 stopni Celsjusza. Praktycznie spacerek – światło leciało z prędkością 60 kilometrów na godzinę! Niewiele mniej osiąga sprinter klasy światowej na setkę, a dla samochodu jest to prędkość spacerowa. Poza terenem zabudowanym, rzecz jasna.

W roku 2000 udało się światło zatrzymać (zrobił to zespół naukowców z Uniwersytetu Harvarda), przepuszczając je przez strumień atomów rubidu.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
mar 20

Na zachodnim wybrzeżu środkowej Afryki, w miejscowości Oklo (państwo, jak wskazuje tytuł, to Gabon) istniał kiedyś reaktor jądrowy. Teraz czytelników możemy podzielić na trzy grupy. Tych, co wiedzą o co chodzi – już serdecznie dziękujemy, nie macie co dalej czytać tego wpisu, poczytajcie sobie wiersze, historię Giżycka* lub pogadajcie z mieszkańcami na forum Giżycka.

Druga grupa, to ludzie ufni w potęgę człowieka i nowe technologie. Myślą sobie tak – jasne, francuzi albo amerykanie, a reaktor jądrowy postawili w Gabonie bo akurat tak im było wygodnie. Nawet jak wybuchnie, to przecież do nich nie dojdzie. Kwestia przesyłania tej energii pozostaje przy takim domniemaniu otwarta i raczej trudna do rozwiązania, ale co tam.

Grupa trzecia to wieczni malkontenci, którym łatwo przychodzi krytyka i myślą coś takiego – jasne, to w takim Oklo można było, w Afryce, rwa kulszowa, a w Polsce ciągle nie ma! Jest to myślenie o tyle błędne, że w Polsce są reaktory jądrowe – nie należy ich mylić z elektrowniami atomowymi.

Myślę, że nadeszła pora, aby czytelnicy z grupy dwa i trzy, dołączyli do pierwszej grupy. Czyli, o co chodzi…

W Oklo znajdują się bogate złoża Uranu, działa tam kopalnia owego promieniotwórczego gówna. Kiedyś, kiedyś, dawno temu (Wikipedia podaje, że dwa miliardy lat temu) działał tam… naturalny reaktor jądrowy. Francuscy uczeni odkryli (w roku 1972 gwoli kronikarskiej ścisłości), że zawartość Uranu-235 w Uranie-238 jest taka jak… w wypalonym paliwie jądrowym! Kolejne badania potwierdziły tezę, że dawno temu działał tam naturalny reaktor jądrowy – samoistna reakcja nuklerna, która trwała od stu tysięcy do pięciuset tysięcy lat.

Taka reakcja mogła zajść i była możliwa, gdyż zawartość Uranu-235 w rudzie była wyższa niż obecnie, wszystko z powodu połowicznego rozpadu Uranu-235, który jest krótszy niż Uranu-238 – kiedyś było go po prostu więcej i była to zawartość wyższa procentowo.

Można obliczyć kiedy zawartość Uranu-235 była wystarczająca dla zainicjowania takiej naturalnej reakcji – oraz do jej podtrzymania. Możliwe, że gdzie niegdzie też uda się odkryć podobne reaktory naturalne. Oczywiście to nie jedyna okoliczność, która sprzyjała powstaniu tamtego reaktora – kolejną rzeczą była rzeka. Rzeka nanosiła nowy Uran, dostarczając paliwa a jednocześnie działała jako chłodziwo – i interes działał jak złoto, znacznie przewyższając dzisiejsze reaktory zarówno pod względem średniej mocy jak i wydzielonej energii.

Można też tworzyć teorie, że jakaś cywilizacja, dwa miliardy lat temu… dobra, dobra, wiem.

*) To jest część pierwsza, ale są i następne: historia Giżycka część 2, historia Giżycka część 3 i czwarta część historii Giżycka. Pewnie będą jeszcze jakieś, ale może później.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
lut 25

Klimat się zmienia, nie ma co do tego wątpliwości. Tak przynajmniej głoszą mądre i siwe głowy. Zawsze się zastanawiałem, czy siwieją z mądrości, czy organizm myli siwiznę z szarzyzną – i używa owych siwych włosów jako komórek mózgowych. Nie mam pojęcia. Z drugiej (a może i dziesiątej) strony, część naukowców jest łysawa czy wręcz łysa.

Z czym się myli wówczas mózg – wolę nie wiedzieć. A może wcale się nie myli, tzn. nie że ktoś jest brudasem, tylko że nie popełnia błędów. Ktoś tam.

Wiem, wiem, gadam od rzeczy. Od klawiatury, dla ścisłości. Jak na razie do monitora, a wkrótce do Internetu. Też dobrze. No ale ja miałem o klimacie.

A skoro o klimacie mowa, to nie dajcie się zwieść jakimś tornadom, huraganom czy innej ptasiej cipie. Grypie. Grypać, albo nie grypać, oto jest pytanie. Ciekawe, że jak to pisałem w oryginale, to jeszcze się nie spodziewałem świńskiej grypy. A tu proszę.

No dobra, do rzeczy.

Największy grad. Co roku jest taki, co to go najstarsi górale nie pamiętają, a tymczasem największy i tak spadł w Coffeyville (swoją drogą, niezła nazwa,jak na grad, taka spokojna) w 1970 roku. 14,4 cm średnicy – to robi wrażenie. Z kolei najcięższy spadł w Bangladeszu – nieco ponad kilogram sztuka a było to w 1986. Akurat jak się moja siostra urodziła (6 miesięcy wcześniej, ale nie bądźmy drobiazgowi), to na pewno znak.

Albo takie ciśnienie. Bywają duże, bywają małe, ludzie narzekają… a kto sobie zdaje sprawę z tego, że w Barnauł w Rosji, cisnienie podniosło się do 1088hPa? I było to 109 lat temu. Najniższe (jak wiadomo niskie sprzyjają tajfunom) też nie jest jakieś nowe – 870hPa w 1979 roku, w Guam.

Skoro już przy burzach jesteśmy. Wiecie, że w Bogor, w Indonezji, odnotowano… 322 dni z burzą? W roku. I to nie prawda, że nie pada na Saharze. W Wadi Halfa, w Sudanie nie padało najdłużej – 19 lat.
Opady deszczu – w Gwadelupie, Basse Terre dla ścisłości, w 1970 spadło 38mm deszczu. Mało? Niby niewiele, ale jak sobie uświadomicie, że w ciągu… minuty? Zmienia to postać rzeczy, prawda?

Może jeszcze temperatury, bo niby czemu nie. Najdłuższe upały (definiowane jako temperatura powyżej 37,8°C) panowały w Marble Bar, w Australii. Zaczęły się 30 października 1923 roku i trwały 162 dni.
Najszybszy spadek temperatury, z 6,7°C do -48,8°C (Browning, USA) miał miejsce 24 stycznia 1916 roku – wszystko w ciągu 24 godzin.

Jak spadek – to i wzrost. Również USA, tyle, że Spearfish i rok inny – 22 stycznia (znowu styczeń!) 1943 roku – od -20°C do 7°C. Tyle, że w ciągu… 2 minut. I nie był to wybuch nuklearny.

Największa amplituda (ale już wieloletnia) to z kolei domena Rosji – Ojmiakon, od -71°C do 33°C (o 104 stopnie!).

Najniższa temperatura w Polsce, co to górale jak zawsze nie pamiętają o czym już wspominałem – to 11 stycznia 1940 roku – w Siedlcach odnotowano -41,0°C. Z drugiej strony, czy to Polska, skoro to 1940 rok… Polska pod okupacją. Cholerni faszyści, nie dosyć, że najechali, to jeszcze zimę załatwili. Nie dosłownie.

Najniższe temperatury to w ogóle ciekawy temat. Taka Azja – wiadomo, Rosja. W Tomtor odnotowano -72,2°C. Ameryka Północna (ale w sumie to Grenlandia, więc trochę obok) to North Ice i -66,1°C. Ameryka Południowa to Argentyna i -32,8°C. W Europie jak i w azji króluje Rosja, Ust-Szangor z -55°C. W Afryce, wyobraźcie sobie, a konkretniej w Ifran (Maroko), odnotowano -23,9°C. Trudne do uwierzenia. W Australii, w Charlotte Pass -23,0°C. Ba, ale co tu mówić o Australii czy Afryce, skoro nawet w Oceanii odnotowano -10,0°C (Haleakala, Hawaje, znaczy USA). A jak najzimniej, to wiadomo – Antarktyda, -89,6°C odnotowane na stacji Wostok.

Dla równego rachunku strzelimy jeszcze najwyższą – zacznę od ciekawszej, Antarktyda – stacja Wanda tym razem i 15,0°C. Plus!
W Europie (Sewilla, w Hiszpanii jakby kto nie wiedział) to 50,0°C. Najcieplej, jak się można było spodziewać, w Afryce – 57,8°C (Al-Azizija w Libii).

Wracając do zmian klimatycznych. Największa prędkośc wiatru, w porywie, to 112,0m/s w USA (1934 rok). Panie, teraz to już takich wiatrów nie ma.

Najsilniejszy cyklon tropikalny, to przynajmniej coś ciekawego – 320km/h, 1988 rok, na Morzu Karaibskim. A najdłuższa droga tornada, to 469km, Illinois w USA. Rok 1917.

I tym optymistrzynym akcentem, spadajcie.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
lut 10

Tytuł nawiązuje oczywiście do powieści socrealizmu “Jak hartowała się stal” Mikołaja Ostrowskiego. W naszym wpisie, jak parafraza jednak wskazuje, nie będziemy mówić o osiągnięciach Pawła Korczagina tylko o tym jak powstał Księżyc. A propos Księżyc, to chciałbym polecić swoje dwa okropne (polecam, bo moje, a nie dlatego, że dobre) wiersze z Księżycem w tle – Luna mendax oraz Wschód Księżyca.

Teorii na ten temat było i jest sporo. Zacznijmy może od teorii obłoku pyłowego. Świetna teoria, która doskonale wyjaśnia powstawanie satelitów. Jest tylko jeden problem – Księżyc jest tu wyjątkiem, teoria obłoku nie bardzo się sprawdza. Dlaczego? Ponieważ skład Księżyca nie przypomina składu Ziemi – jedynie skały z płaszcza Ziemi.

Kolejna teoria to taka, która mówi iż Księżyc kiedyś był częścią Ziemi, po czym się oderwał. Dlaczego się oderwał? Ano dlatego, że było to bardzo dawno temu, gdy Ziemia była jeszcze płynna, a oderwanie zostało spowodowane szybkim wirowaniem. To by może i przeszło, ale nie da się wyjaśnić jak by tu Ziemię rozkręcić do prędkości pozwalającej na jakieś odrywanie.

Teoria numer trzy mogłaby się sprawdzić, ale jest bardzo mało prawdopodobna. Głosi, iż Księżyc powstał gdzieś tam, po czym niesiony w przestrzeni kosmicznej natknął sie na naszą biedulkę Ziemię i dał się złapać na pasek grawitacji. Raz, że takie przechwycenie jest bardzo mało prawdopodobne, dwa – to podobieństwo skał do tych z płaszcza Ziemi również prawdopodobne nie jest. Oba te prawdopodobieństwa stają się skrajnym nieprawdopodobieństwem. Choć ciągle możliwością.

Teoria, która obecnie uważana jest za najlepszą, pochodzi z początku lat osiemdziesiątych. Głosi, iż Księżyc został jak najbardziej oderwany z powierzchni Ziemi ale:
- nie poprzez ruch wirowy, tylko przez jakieś ciało wielkości mniej więcej Marsa – ukośny cios miał taką szansę, choć
- Księzyc nie oderwał się jako kula, tylko jako fragment płaszcza.

Następnie, przez miliony lat, na skutek grawitacji – ów fragment stawał się kulą, coraz mniejsze fragmenty płaszcza powoli znikały, spadając na Księżyc lub Ziemię. Później na Ziemi rozpoczęły się procesy skutkujące zmianami pogodowymi i erozja w większości zniszczyła te ślady. Księżyc nie był tknięty takimi zmianami i kratery na nim wciąż widać.

Oczywiście wyrwany fragment też musiał wyglądać odpowiednio – dośc duża bryła (tzw. proto-Księżyc) i sporo mniejszych, które zostały potem przyciągnięte.

Teoria ciekawa i choć również wymaga przypadku – to jednak dużo bardziej prawdopodobnego. A inne obserwacje to potwierdzają. Choć nie oznacza to, że za ileś tam lat nie pojawi się nowa, jeszcze lepsza.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
sie 31

Inspirowany tematami na forum Giżycko, zacząłem sobie rozmyślać o Żydach, Polakach i różnych pokręconych losach ludzkich. W swoich myślach odnalazłem jedną taką rodzinę, polsko-żydowską właśnie. Jej najsłynniejszym przedstawicielem jest, urodzony w 1926 roku, wybaczcie, że nie pamiętam dokładnej daty, Melvin Kaminsky.

II Wojnę Światową spędził jako inżynier w amerykańskich oddziałach i nie jest to okres jakoś szczególnie omawiany w jego biografiach, więc pewnie za ciekawy nie był. Oczywiście nikt nie twierdzi, że bezczelnie kolaborował z Niemcami – ot, po prostu był inżynierem, który gdzieś tam coś tam budował. Z braku szerszych wspomnień domyślać się można, że nie pod obstrzałem wroga.

Swoją karierę rozpoczął na początku lat sześćdziesiątych, zrazu w telewizji a później jako reżyser. Jako aktor, do pewnego stopnia, też – pojawiał się w rolach epizodycznych (podobnie jak Alfred Hitchcock) czy też drugoplanowych. Stał się bardzo rozpoznawalny i stworzył wiele całkiem niezłych, choć to kwestia spojrzenia, filmów.

Melvin Kaminsky zapewne nie jest specjalnie rozpoznawanym imieniem i nazwiskiem, zapewne dlatego, że przeszło czterdzieści lat temu zmienił je na Mel Brooks – i tutaj pewnie niejeden Czytelnik westchnie i powie “Ach, no tak…”.

W roku, jeśli mnie pamięć nie myli, tysiąc dziewięćset osiemdziesiątym siódmym, Brooks wyreżyserował film, pod tytułem „Kosmiczne jaja”, który to (tytuł) ciągle mi się dzisiaj nasuwa przed oczy. Otóż dowiadujemy się, że spaść ma na ziemię nie byle co, bo satelita! I to, całkiem możliwe, że na Polskę! Choć nikt nam tego nie obiecał. Pewnie będzie jak zawsze, miała być manna z nieba a nawet gówno nie spadnie.

Otóż satelity spadają z nieba może nie cały czas, ale dość powszechnie. Każdy satelita kiedyś spadnie i nie ma na to rady. A ściślej, one nie tyle spadają, co palą się w atmosferze. To bardzo ciekawe zjawisko jest, tak w ogóle. Obiekty, które wpadają w naszą atmosferę zapalają się z powodu… tarcia! Przy odpowiedniej prędkości, lecąc z próżni, można się otrzeć nawet o atomy azotu i tlenu. I tak normalnie, to one się palą. Bywa, że jakiś fragment spadnie, wtedy na naszą korzyść działa statystyka – bo jednak zdecydowana większość kuli ziemskiej to oceany czy inna bezludna tajga.

Nasz Nowy Wielki Brat najwyraźniej nie odrobił tej niewielkiej pracy domowej, obtrąbił cały świat alarmistycznie o spadającym cudzie i będzie teraz przymierzał się, niczym Mel Brooks strzelając do lotek, rakietą do satelity. Większość naukowców, w tym i polskich, podkpiwa sobie z tego, ale za to nasz rząd, zawsze wierny i gotowy, już powołał sztab kryzysowy.

Człowiek się zaczyna cieszyć, na mnie już ta manna nie spada.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,