Twór nazywający się Skarbnica Narodowa, podtytułujący się oficjalnym dystrybutorem Brytyjskiej Mennicy Królewskiej, Francuskiej Mennicy Państwowej, Kanadyjskiej Mennicy Królewskiej, Mennicy Królestwa Hiszpanii, Ludowego Banku Chin (slyszycie ten chichot historii?), Mennicy Austriackiej, Mennicy Fińskiej i w końcu Mennicy Południowoafrykańskiej, wypuścił z siebie, ta-dam, “Waży komunikat”. Zanim to podarłem i wyrzuciłem w cholerę (skoro nie są dystrybutorem oficjalnej Mennicy S.A. to w zasadzie nie chciało mi się trudzić), coś mnie podkusiło, żeby zajrzeć.
Otóż ważnym tym komunikatem jest emisja srebrnego medalu pamiątkowego, na którym raczono wybić (po mordzie, żeby było śmieszniej, albowiem głównie twarze prezentuje, nie licząc czapek) portretry – tu posłużę się cytatem – “największych postaci współczesnego Kościoła Katolickiego”. Wybici miny mają marsowe (nic dziwnego, po takim biciu – oberwali 75 tysięcy razy) i są to, jak niełatwo się domyśleć – JP2 i B16. Znaczy – Karol Józef Wojtyła (jako Jan Paweł II) i Joseph Alois Ratzinger (jako Benedykt XVI).
Proszę sobie wyobrazić, iż to złoto w czystej postaci (w przenośni, rzecz jasna, albowiem jest to srebro podłej próby 500/1000) jest w ofercie limitowanej – ot, zaledwie 75 tysięcy egzemplarzy, co, w oczywisty sposób “dodatkowo podnosi jej wartość”.
Mnie się wydaje, że gdyby wybili tych medali 7,5 tysiąca, to by podnieśli tę wartość dziesięciokrotnie. Robiąc mniej – i to by było jakieś osiągnięcie. A gdyby wybili 750 zaledwie, to wartość podskoczyłaby stukrotnie – czyli zamiast 29 zł/sztuka, mogliby to sprzedawać po 2900 zł /sztuka. I teraz zastanówcie się, czy grudka czegoś (połowa to srebro, a druga określona nie jest) jest tyle warta.
Gdyby wybić to chociaż w zwykłym srebrze, w jakim babrają się jublierzy, 925/1000, prawie dwa razy lepszym – koszt podskoczyłby do 5800. No ale wtedy byłby to sport elitarny, a tak za 29 zł możecie mieć świetną pamiątkę w stylu sklepów telewizyjnych, nie wymienię nazwy sieci.
Tak przy okazji – stworzono Oficjalną Linię Rezerwacyjną (teraz takie czasy, że jak z kaczki spadnie pierze to się nazywa Pióro) i zgłoszenia będą rozpatrywane w kolejności wpływania. Już widzę oczami (wyobraźni i zawiści, rzecz jasna) te tłumy.
