preload
cze 09

Twór nazywający się Skarbnica Narodowa, podtytułujący się oficjalnym dystrybutorem Brytyjskiej Mennicy Królewskiej, Francuskiej Mennicy Państwowej, Kanadyjskiej Mennicy Królewskiej, Mennicy Królestwa Hiszpanii, Ludowego Banku Chin (slyszycie ten chichot historii?), Mennicy Austriackiej, Mennicy Fińskiej i w końcu Mennicy Południowoafrykańskiej, wypuścił z siebie, ta-dam, “Waży komunikat”. Zanim to podarłem i wyrzuciłem w cholerę (skoro nie są dystrybutorem oficjalnej Mennicy S.A. to w zasadzie nie chciało mi się trudzić), coś mnie podkusiło, żeby zajrzeć.

Otóż ważnym tym komunikatem jest emisja srebrnego medalu pamiątkowego, na którym raczono wybić (po mordzie, żeby było śmieszniej, albowiem głównie twarze prezentuje, nie licząc czapek) portretry – tu posłużę się cytatem – “największych postaci współczesnego Kościoła Katolickiego”. Wybici miny mają marsowe (nic dziwnego, po takim biciu – oberwali 75 tysięcy razy) i są to, jak niełatwo się domyśleć – JP2 i B16. Znaczy – Karol Józef Wojtyła (jako Jan Paweł II) i Joseph Alois Ratzinger (jako Benedykt XVI).

Proszę sobie wyobrazić, iż to złoto w czystej postaci (w przenośni, rzecz jasna, albowiem jest to srebro podłej próby 500/1000) jest w ofercie limitowanej – ot, zaledwie 75 tysięcy egzemplarzy, co, w oczywisty sposób “dodatkowo podnosi jej wartość”.

Mnie się wydaje, że gdyby wybili tych medali 7,5 tysiąca, to by podnieśli tę wartość dziesięciokrotnie. Robiąc mniej – i to by było jakieś osiągnięcie. A gdyby wybili 750 zaledwie, to wartość podskoczyłaby stukrotnie – czyli zamiast 29 zł/sztuka, mogliby to sprzedawać po 2900 zł /sztuka. I teraz zastanówcie się, czy grudka czegoś (połowa to srebro, a druga określona nie jest) jest tyle warta.

Gdyby wybić to chociaż w zwykłym srebrze, w jakim babrają się jublierzy, 925/1000, prawie dwa razy lepszym – koszt podskoczyłby do 5800. No ale wtedy byłby to sport elitarny, a tak za 29 zł możecie mieć świetną pamiątkę w stylu sklepów telewizyjnych, nie wymienię nazwy sieci.

Tak przy okazji – stworzono Oficjalną Linię Rezerwacyjną (teraz takie czasy, że jak z kaczki spadnie pierze to się nazywa Pióro) i zgłoszenia będą rozpatrywane w kolejności wpływania. Już widzę oczami (wyobraźni i zawiści, rzecz jasna) te tłumy.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
maj 16

Kościół katolicki w Hiszpanii twierdzi, iż sprzedaż pigułki “dzień po” jest techniką aborcyjną a jej zastosowanie – przestępstwem. To, że tak twierdzi kościół katolicki, mnie nie dziwi. Bo zapewne mówi to specjalnie, doskonale orientując się w sposobie działania takiej pigułki. To, że dziennikarze (znowu nie wiem – moje źródło to TVN24, a tam podanym źródłem jest PAP) nazywają tą pigułkę wczesnoporonną woła o pomstę do nieba. Dokładny cytat to “Pigułka wczesnoporonna, którą dopuścił do wolnej sprzedaży hiszpański rząd [...]“.

Oczywiście, kilka akapitów dalej jest podane stanowisko rządu hiszpańskiego – Stanowiska władz broni hiszpańska minister zdrowia Trinidad Jimenez. Jej zdaniem pigułki “dzień po” nie można określać jako środka aborcyjnego. Sugerowała coś wręcz przeciwnego. Wyjaśniła, że lek zapobiega osadzeniu się zapłodnionego jaja i w konsekwencji doprowadza do “zmniejszenia się liczby aborcji”.

Szanowny dziennikarzu / szanowna dziennikarko!

To nie jest stanowisko rządu hiszpańskiego ani minister zdrowia Trinidad Jimenez. To stanowisko medycyny. Pigułka “dzień po” właśnie tak działa – zapobiega implantacji zarodka. To, że różne organizacje nazywają to aborcją – nie powinno zmieniać osądu dziennikarskiego. Zresztą WHO, tak szeroko cytowana z okazji świńskiej grypy i pandemii, wypowiada się jednoznaczenie – to nie jest środek wczesnoporonny.

A tak w ogóle, to przyjęcie pigułki w trakcie owulacji lub po niej opóźnia wędrówkę komórki jajowej przez jajowód lub tak zmienia grubość błony śluzowej macicy, że zagnieżdżenie zarodka staje się niemożliwe – a przyjęcie pigułki przed owulacją – zaburza cykl i nie dopuszcza w ogóle do zapłodnienia komórki jajowej.

Ciekawe, jak to jest, że jak fakty pasują do dziennikarskiej koncepcji, to dobrze, a jak nie – to tym gorzej dla faktów. Pigułka wczesnoporonna, też mi coś.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
maj 13

Rezolucja ONZ wzywa do zaprzestania karania homoseksualizmu. Rezolucja została złożona z inicjatywy Francji, w imieniu wszystkich krajów Unii Europejskiej a także trzydziestu dziewięciu innych krajów. Głównie chodzi o to, aby starać się zapobiec karaniu gejów tylko za to, że są gejami – a więc zaprzestania dyskryminowania człowieka za jego orientację seksualną (typowym, dosyć tępawym zazwyczaj, adwersarzom od razu wyjaśnię – orientacja seksualna to heteroseksualizm, biseksualizm i homoseksualizm, natomiast pedofilia, gerontofilia, nekrofilia i tym podobne nie są orientacjami seksualnymi).

W chwili obecnej homoseksualizm karany jest w prawie dziewięćdziesięciu państwach na świecie, a w kilku – karą śmierci (między innymi w Afganistanie, Arabii Saudyjskiej, Iranie, Jemenie i Sudanie).

Wszystko byłoby bardzo ładnie, po ludzku, w zgodzie z duchem pokoju i tolerancji, ale oczywiście… Oczywiście pojawił się Watykan, który ustami arcybiskupa Celestino Migliore raczył “docenić podjęte w deklaracji wysiłki”. Dodał jednakowoż, iż sformułowania zawarte w deklaracji nie są zgodne z intencją dla której zostały stworzone. Nie są zgodne z intencją dla której zostały stworzone – tak właśnie. Zapewne arcybiskup wie lepiej. Może w takim razie Watykan sam by zgłosił projekt takiej rezolucji? Zna intencje, może wspomóc ONZ i UE chyba?

Watykan swój sprzeciw tłumaczył także tym, iż “Kościół nie jest po to, by ulegać modom”. Moda na coś jest popularna “w jakimś czasie, w jakimś środowisku”. Ja rozumiem, że Kościół katolicki uważa się za środowisko co najmniej na całej ziemi a czas liczy od dwóch tysięcy lat… Ale “moda” na homoseksualizm rozciąga się poza rodzaj ludzki i trwa dłużej niż Kościół katolicki. Czyż to nie jest fenomen?

Jeden z największych dzienników włoskich, “La Stampa”, ocenił argumentację Watykanu jako “groteskową”. Moim skromnym zdaniem jest to powiedziane nadzwyczaj delikatnie. Ale czy kogoś to dziwi?

Przedstawione wydarzenia są z grudnia – minęło parę miesięcy… A w maju 2009 roku metropolita lubelski i arcybiskup w jednym, Józef Życiński mówi “Gejów trzeba traktować z należną godnością, a do samego zjawiska homoseksualizmu trzeba podchodzić z szacunkiem i delikatnością”. I to się nazywa mieć jaja, brawo panie arcybiskupie. Oczywiście zaraz pojawiło się typowe uściślenie – homoseksualizm grzechem nie jest, ale czyny homoseksualne – to już tak. Trzeba przyznać, że Watykan pół roku temu chyba o tym zapomniał.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,