preload
lut 25

Klimat się zmienia, nie ma co do tego wątpliwości. Tak przynajmniej głoszą mądre i siwe głowy. Zawsze się zastanawiałem, czy siwieją z mądrości, czy organizm myli siwiznę z szarzyzną – i używa owych siwych włosów jako komórek mózgowych. Nie mam pojęcia. Z drugiej (a może i dziesiątej) strony, część naukowców jest łysawa czy wręcz łysa.

Z czym się myli wówczas mózg – wolę nie wiedzieć. A może wcale się nie myli, tzn. nie że ktoś jest brudasem, tylko że nie popełnia błędów. Ktoś tam.

Wiem, wiem, gadam od rzeczy. Od klawiatury, dla ścisłości. Jak na razie do monitora, a wkrótce do Internetu. Też dobrze. No ale ja miałem o klimacie.

A skoro o klimacie mowa, to nie dajcie się zwieść jakimś tornadom, huraganom czy innej ptasiej cipie. Grypie. Grypać, albo nie grypać, oto jest pytanie. Ciekawe, że jak to pisałem w oryginale, to jeszcze się nie spodziewałem świńskiej grypy. A tu proszę.

No dobra, do rzeczy.

Największy grad. Co roku jest taki, co to go najstarsi górale nie pamiętają, a tymczasem największy i tak spadł w Coffeyville (swoją drogą, niezła nazwa,jak na grad, taka spokojna) w 1970 roku. 14,4 cm średnicy – to robi wrażenie. Z kolei najcięższy spadł w Bangladeszu – nieco ponad kilogram sztuka a było to w 1986. Akurat jak się moja siostra urodziła (6 miesięcy wcześniej, ale nie bądźmy drobiazgowi), to na pewno znak.

Albo takie ciśnienie. Bywają duże, bywają małe, ludzie narzekają… a kto sobie zdaje sprawę z tego, że w Barnauł w Rosji, cisnienie podniosło się do 1088hPa? I było to 109 lat temu. Najniższe (jak wiadomo niskie sprzyjają tajfunom) też nie jest jakieś nowe – 870hPa w 1979 roku, w Guam.

Skoro już przy burzach jesteśmy. Wiecie, że w Bogor, w Indonezji, odnotowano… 322 dni z burzą? W roku. I to nie prawda, że nie pada na Saharze. W Wadi Halfa, w Sudanie nie padało najdłużej – 19 lat.
Opady deszczu – w Gwadelupie, Basse Terre dla ścisłości, w 1970 spadło 38mm deszczu. Mało? Niby niewiele, ale jak sobie uświadomicie, że w ciągu… minuty? Zmienia to postać rzeczy, prawda?

Może jeszcze temperatury, bo niby czemu nie. Najdłuższe upały (definiowane jako temperatura powyżej 37,8°C) panowały w Marble Bar, w Australii. Zaczęły się 30 października 1923 roku i trwały 162 dni.
Najszybszy spadek temperatury, z 6,7°C do -48,8°C (Browning, USA) miał miejsce 24 stycznia 1916 roku – wszystko w ciągu 24 godzin.

Jak spadek – to i wzrost. Również USA, tyle, że Spearfish i rok inny – 22 stycznia (znowu styczeń!) 1943 roku – od -20°C do 7°C. Tyle, że w ciągu… 2 minut. I nie był to wybuch nuklearny.

Największa amplituda (ale już wieloletnia) to z kolei domena Rosji – Ojmiakon, od -71°C do 33°C (o 104 stopnie!).

Najniższa temperatura w Polsce, co to górale jak zawsze nie pamiętają o czym już wspominałem – to 11 stycznia 1940 roku – w Siedlcach odnotowano -41,0°C. Z drugiej strony, czy to Polska, skoro to 1940 rok… Polska pod okupacją. Cholerni faszyści, nie dosyć, że najechali, to jeszcze zimę załatwili. Nie dosłownie.

Najniższe temperatury to w ogóle ciekawy temat. Taka Azja – wiadomo, Rosja. W Tomtor odnotowano -72,2°C. Ameryka Północna (ale w sumie to Grenlandia, więc trochę obok) to North Ice i -66,1°C. Ameryka Południowa to Argentyna i -32,8°C. W Europie jak i w azji króluje Rosja, Ust-Szangor z -55°C. W Afryce, wyobraźcie sobie, a konkretniej w Ifran (Maroko), odnotowano -23,9°C. Trudne do uwierzenia. W Australii, w Charlotte Pass -23,0°C. Ba, ale co tu mówić o Australii czy Afryce, skoro nawet w Oceanii odnotowano -10,0°C (Haleakala, Hawaje, znaczy USA). A jak najzimniej, to wiadomo – Antarktyda, -89,6°C odnotowane na stacji Wostok.

Dla równego rachunku strzelimy jeszcze najwyższą – zacznę od ciekawszej, Antarktyda – stacja Wanda tym razem i 15,0°C. Plus!
W Europie (Sewilla, w Hiszpanii jakby kto nie wiedział) to 50,0°C. Najcieplej, jak się można było spodziewać, w Afryce – 57,8°C (Al-Azizija w Libii).

Wracając do zmian klimatycznych. Największa prędkośc wiatru, w porywie, to 112,0m/s w USA (1934 rok). Panie, teraz to już takich wiatrów nie ma.

Najsilniejszy cyklon tropikalny, to przynajmniej coś ciekawego – 320km/h, 1988 rok, na Morzu Karaibskim. A najdłuższa droga tornada, to 469km, Illinois w USA. Rok 1917.

I tym optymistrzynym akcentem, spadajcie.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
lut 10

Tytuł nawiązuje oczywiście do powieści socrealizmu “Jak hartowała się stal” Mikołaja Ostrowskiego. W naszym wpisie, jak parafraza jednak wskazuje, nie będziemy mówić o osiągnięciach Pawła Korczagina tylko o tym jak powstał Księżyc. A propos Księżyc, to chciałbym polecić swoje dwa okropne (polecam, bo moje, a nie dlatego, że dobre) wiersze z Księżycem w tle – Luna mendax oraz Wschód Księżyca.

Teorii na ten temat było i jest sporo. Zacznijmy może od teorii obłoku pyłowego. Świetna teoria, która doskonale wyjaśnia powstawanie satelitów. Jest tylko jeden problem – Księżyc jest tu wyjątkiem, teoria obłoku nie bardzo się sprawdza. Dlaczego? Ponieważ skład Księżyca nie przypomina składu Ziemi – jedynie skały z płaszcza Ziemi.

Kolejna teoria to taka, która mówi iż Księżyc kiedyś był częścią Ziemi, po czym się oderwał. Dlaczego się oderwał? Ano dlatego, że było to bardzo dawno temu, gdy Ziemia była jeszcze płynna, a oderwanie zostało spowodowane szybkim wirowaniem. To by może i przeszło, ale nie da się wyjaśnić jak by tu Ziemię rozkręcić do prędkości pozwalającej na jakieś odrywanie.

Teoria numer trzy mogłaby się sprawdzić, ale jest bardzo mało prawdopodobna. Głosi, iż Księżyc powstał gdzieś tam, po czym niesiony w przestrzeni kosmicznej natknął sie na naszą biedulkę Ziemię i dał się złapać na pasek grawitacji. Raz, że takie przechwycenie jest bardzo mało prawdopodobne, dwa – to podobieństwo skał do tych z płaszcza Ziemi również prawdopodobne nie jest. Oba te prawdopodobieństwa stają się skrajnym nieprawdopodobieństwem. Choć ciągle możliwością.

Teoria, która obecnie uważana jest za najlepszą, pochodzi z początku lat osiemdziesiątych. Głosi, iż Księżyc został jak najbardziej oderwany z powierzchni Ziemi ale:
- nie poprzez ruch wirowy, tylko przez jakieś ciało wielkości mniej więcej Marsa – ukośny cios miał taką szansę, choć
- Księzyc nie oderwał się jako kula, tylko jako fragment płaszcza.

Następnie, przez miliony lat, na skutek grawitacji – ów fragment stawał się kulą, coraz mniejsze fragmenty płaszcza powoli znikały, spadając na Księżyc lub Ziemię. Później na Ziemi rozpoczęły się procesy skutkujące zmianami pogodowymi i erozja w większości zniszczyła te ślady. Księżyc nie był tknięty takimi zmianami i kratery na nim wciąż widać.

Oczywiście wyrwany fragment też musiał wyglądać odpowiednio – dośc duża bryła (tzw. proto-Księżyc) i sporo mniejszych, które zostały potem przyciągnięte.

Teoria ciekawa i choć również wymaga przypadku – to jednak dużo bardziej prawdopodobnego. A inne obserwacje to potwierdzają. Choć nie oznacza to, że za ileś tam lat nie pojawi się nowa, jeszcze lepsza.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,