preload
maj 30

Nie czytuję wiadomości z portalu Interia, a jak się do czegoś czepiam, to zazwyczaj pochodzi to z TVN24. Nie oznacza to, że nie lubię tej telewizji (choć parę przykrych rzeczy potrafiłbym powiedzieć, np. skrajna nieodpowiedzialność w szerzeniu paniki na temat świńskiej grypy) – po prostu ją najczęściej oglądam i czytuję w Internecie. Jednakowoż dzisiaj padło na Interię, przypadkiem. Wpadł mi w oko artykuł opowiadający o wydarzeniach sprzed paru lat, również dosyć dawno omawiany… Ale widać tam to nowość.

Nie świeżość informacji jednak powala. Wręcz zbija z nóg skomplikowanie tytułu, mieszanina języka polskiego i angielskiego – gdyż nawet nie ośmieliłbym się przypuszczać, że autor jest impotentem językowym i najzwyczajniej w świecie, po polsku pisać nie potrafi. Tytuł to, uwaga, “Kontrolował i namawiał do sexu“. Można się oczywiście przyczepić do dziwnej odmiany angielskiego słowa, ale cóż.

Tych, którzy są jednak przekonani iż to impotencja językowa, upewniam – tak jest, powinno być “do seksu”. Oczywiście nadal nie byłoby to poprawne prawnie, ale językowo już tak.

No i link do opisywanego materiału: http://motoryzacja.interia.pl/news/kontrolowal-i-namawial-do-sexu,1315126,2944. Duża buźka, redaktorzy.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
maj 18

Według ministra Andrzeja Czumy, język jakim posłużył się jego syn na określenie blogerki Kataryny (cytat za TVN24: “s…synami” lub “wrednymi babsztylami”), to język łagodny. Oczywiście jak na standardy Internetu. Wulgarny, uliczny i w dodatku anonimowy język…

Czy to oznacza, że minister Czuma nie będzie miał nic przeciwko temu, jeżeli na łamach, było nie było, Internetu, nazwę go “s…synem” czy wręcz “wrednym babsztylem”? I nie wiadomo, które gorsze. Czy przyrównanie do “wrednego babsztyla”, czy do bliżej nie określonego “s…syna”. Żałuję, że nie “s…syn” nie był zacytowany w oryginale (a może był?), przypuszczam, że wówczas wpis byłby bardziej mięsny, tudzież pikantny.

No, ale skoro minister pozwala, to hulaj dusza i “spieprzaj dziadu”, że tak pojadę następnym klasykiem. Płciowo lepiej to, niż “wredny babsztylu”, nie?

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
maj 17

Pisałem już o pani minister Kopacz, w kontekście, jakżeby inaczej – tzw. pandemii świńskiej grypy. Wówczas pani minister błysnęła tekstem, iż pacjentka z wirusem A/H1N1 miała szczęście, że trafiła do szpitala w Mielcu, choć tak poza tym, to jesteśmy świetnie przygotowani.

Miałkość tego rodzaju oświadczeń obnażają krótkie rozmowy telefoniczne, które przeprowadziła pani Bożena Dunat – dziennikarka tygodnika NIE.

Zapytałam w kilku szpitalach, jak się przygotowały.
– Zdziwiłem się, gdy usłyszałem wypowiedź pani minister – twierdzi dyrektor Waldemar Kwaterski z Sejn. – Nic mi nie wiadomo, że jestem gotów do walki z wirusami. To polityka niemająca nic wspólnego z realiami.
W jego szpitalu nie ma oddziału zakaźnego, a – jak wiadomo – chorzy na grypę muszą być izolowani. Nie wystarczy wydzielić kilku sal, bo wirus błyskawicznie się rozlezie, zwłaszcza wśród osłabionych innymi chorobami pacjentów.
– Pacjenta z objawami świńskiej grypy odeślemy do szpitala specjalistycznego – deklaruje Kwaterski.
Na Podlasiu jest jeden szpital zakaźny w Białymstoku i dwa oddziały zakaźne w szpitalach powiatowych – w Grajewie i Elblągu.
Grzegorz Dembski, dyrektor szpitala w Grajewie, deklaruje, że jest w stanie przyjąć 100 zakażonych, ale – podobnie jak dyrektor Kwaterski – nie słyszał, żeby Ministerstwo Zdrowia coś dla niego zrobiło w związku ze zbliżającą się zarazą.
W Nowym Sączu i Olsztynie lekarze mówią, że leków mają tyle, co kot napłakał, a masek jeszcze mniej.

Ale najlepsze jest to, że pani Kopacz mówi (cytat za TVN24): “My tak naprawdę chrzest bojowy mamy za sobą”. To tak jakby pięciu żuli skopało nieuzbrojonego policjanta, po czym doszło do wniosku, że bez problemu poradzą sobie ze stutysięczną armią Policji. Pogratulować samopoczucia.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
maj 16

Kościół katolicki w Hiszpanii twierdzi, iż sprzedaż pigułki “dzień po” jest techniką aborcyjną a jej zastosowanie – przestępstwem. To, że tak twierdzi kościół katolicki, mnie nie dziwi. Bo zapewne mówi to specjalnie, doskonale orientując się w sposobie działania takiej pigułki. To, że dziennikarze (znowu nie wiem – moje źródło to TVN24, a tam podanym źródłem jest PAP) nazywają tą pigułkę wczesnoporonną woła o pomstę do nieba. Dokładny cytat to “Pigułka wczesnoporonna, którą dopuścił do wolnej sprzedaży hiszpański rząd [...]“.

Oczywiście, kilka akapitów dalej jest podane stanowisko rządu hiszpańskiego – Stanowiska władz broni hiszpańska minister zdrowia Trinidad Jimenez. Jej zdaniem pigułki “dzień po” nie można określać jako środka aborcyjnego. Sugerowała coś wręcz przeciwnego. Wyjaśniła, że lek zapobiega osadzeniu się zapłodnionego jaja i w konsekwencji doprowadza do “zmniejszenia się liczby aborcji”.

Szanowny dziennikarzu / szanowna dziennikarko!

To nie jest stanowisko rządu hiszpańskiego ani minister zdrowia Trinidad Jimenez. To stanowisko medycyny. Pigułka “dzień po” właśnie tak działa – zapobiega implantacji zarodka. To, że różne organizacje nazywają to aborcją – nie powinno zmieniać osądu dziennikarskiego. Zresztą WHO, tak szeroko cytowana z okazji świńskiej grypy i pandemii, wypowiada się jednoznaczenie – to nie jest środek wczesnoporonny.

A tak w ogóle, to przyjęcie pigułki w trakcie owulacji lub po niej opóźnia wędrówkę komórki jajowej przez jajowód lub tak zmienia grubość błony śluzowej macicy, że zagnieżdżenie zarodka staje się niemożliwe – a przyjęcie pigułki przed owulacją – zaburza cykl i nie dopuszcza w ogóle do zapłodnienia komórki jajowej.

Ciekawe, jak to jest, że jak fakty pasują do dziennikarskiej koncepcji, to dobrze, a jak nie – to tym gorzej dla faktów. Pigułka wczesnoporonna, też mi coś.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
maj 15

Komedia policji, czy może komenda pomyłki? Ciężko powiedzieć…

Przeszło rok temu, w lutym 2008 roku, do drzwi Piotra D. zapukała niespodzianka w postaci antyterrorystów. Pukanie to zresztą eufemizm, notatka prasowa wspomina o waleniu w drzwi. Piotr D., w bokserkach i podkoszulku, podszedł do drzwi i je otworzył. Była godzina szósta rano.

Jednocześnie okazało się, choć nikt jeszcze o tym nie wiedział, że była to ostatnia godzina zdrowia Piotra D. Piotr odwrócił się plecami do drzwi, chcąc wejść w głąb mieszkania i usunąć się z drogi (tak twierdzi). Po obrocie, poczuł uderzenie, poleciał pod okno i znalazł się na ziemi. Jak się później okazało – miał złamany kręgosłup. A na podkoszulce – ślad buta.

Teraz, co nie dziwi, żąda 200 tysięcy złotych odszkodowania. Pozwana jest Komenda Wojewódzka Policji w Białymstoku. KWP jednak płacić nie chce, gdyż… doszło do pomyłki. Sąd uznał, że rzeczywiście – dopozwanym w sprawie będzie Komenda Główna Policji. Jak to powiedział mecenas Radwański, obrońca policji – “My tylko dostaliśmy polecenie udania się w to miejsce. My jesteśmy tylko z Białegostoku” (źródło TVN24).

I teraz tak się zastanawiam o co ta policja jest tak w zasadzie oskarżona. O to, że weszła nie do tego mieszkania? To możliwe, ale z całej lektury doniesień prasowo medialnych wnoszę, że jednak o złamanie kręgosłupa. Więc co to za pomyłka do cholery? Gdyby Piotr D. był owym poszukiwanym przestępcą, to co? Można by mu złamać kręgosłup? Czegoś tu nie rozumiem…

Przypomnę tylko, że był to gość w podkoszulce i bokserkach. I przytoczę parę zdań z Rozporządzenia Rady Ministrów, z dnia 17 września 1990 r. w sprawie określenia przypadków oraz warunków i sposobów użycia przez policjantów środków przymusu bezpośredniego:

§ 2.1. Policjant powinien stosować środki przymusu bezpośredniego w taki sposób, aby osiągnięcie podporządkowania się wydanym na podstawie prawa poleceniom powodowało możliwie najmniejszą dolegliwość

§ 3.Policjant ma prawo stosować następujące środki przymusu bezpośredniego:
1) siłę fizyczną w postaci chwytów obezwładniających oraz podobnych technik obrony lub ataku,

§ 5.2. Używając siły fizycznej, nie wolno zadawać uderzeń, chyba że policjant działa w obronie koniecznej albo w celu odparcia zamachu na życie, zdrowie ludzkie lub mienie.

No to tyle, wnioski pozostawiam P.T. Czytelnikom. I życzę mniej pomyłek, także w zakresie używania środków przymusu bezpośredniego.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
maj 14

Mózg, to może zresztą niezbyt trafne słowo. Nazwałem ten wpis mózgościskiem dziennikarza, ale równie dobrze mogłem to nazwać “kredytem hipotecznym”, “ciągarką do stali” czy też “pożyczką na raty bez konieczności spłaty” – bo tytuł w zasadzie z wpisem ma mieć niewiele wspólnego.

Dlaczego? Ano dlatego, że wiadomości ONET-u fundnęły mi dzisiaj doskonałą zabawę. Jako źródło podany jest PAP, nie wiem gdzie powstało konkretnie to wiekopomne dzieło kunsztu dziennikarskiego, ale to akurat ma znaczenie pomniejsze.

Tytuł wiadomości, muszę przyznać, chwytliwy. “Napad na komendę policji w Radomiu“. Zapowiada się zgoła sensacyjnie, co najmniej jak film akcji z Bruce Willisem w roli pistoletu. Zasiadam więc do czytania, z wypiekami na uszach, bo wiadomo – coś się dzieje, człowiek chce się dowiedzieć.

Otóż napad na komendę policji okazuje się atakiem nożem na policjanta i pracownika ochrony z recepcji Komendy Wojewódzkiej Policji. No atak po byku. Dobrze, że obok było trzech innych policjantów, którzy gościa obezwładnili, gdyby nie to, to mur beton, że krew by się lała, SPAP* prosił o pomoc Grom i Fromozę a media… Ano tak, z mediami nic by się nie zmieniło. Atak, to atak, nie?

Zresztą, jak dobrze się nad tym zastanowić, to atak był prawie terrorystyczny. A tak. Przecież takim nożem można było wydłubać zaprawę spomiędzy cegieł i komenda poszłaby w… w zapomnienie. Żeby to chociaz napisali “Atak na komendzie policji”, to nie…

*) Samodzielny Pododział Antyterrorystyczny Policji, jakby ktoś nie wiedział.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
maj 13

Rezolucja ONZ wzywa do zaprzestania karania homoseksualizmu. Rezolucja została złożona z inicjatywy Francji, w imieniu wszystkich krajów Unii Europejskiej a także trzydziestu dziewięciu innych krajów. Głównie chodzi o to, aby starać się zapobiec karaniu gejów tylko za to, że są gejami – a więc zaprzestania dyskryminowania człowieka za jego orientację seksualną (typowym, dosyć tępawym zazwyczaj, adwersarzom od razu wyjaśnię – orientacja seksualna to heteroseksualizm, biseksualizm i homoseksualizm, natomiast pedofilia, gerontofilia, nekrofilia i tym podobne nie są orientacjami seksualnymi).

W chwili obecnej homoseksualizm karany jest w prawie dziewięćdziesięciu państwach na świecie, a w kilku – karą śmierci (między innymi w Afganistanie, Arabii Saudyjskiej, Iranie, Jemenie i Sudanie).

Wszystko byłoby bardzo ładnie, po ludzku, w zgodzie z duchem pokoju i tolerancji, ale oczywiście… Oczywiście pojawił się Watykan, który ustami arcybiskupa Celestino Migliore raczył “docenić podjęte w deklaracji wysiłki”. Dodał jednakowoż, iż sformułowania zawarte w deklaracji nie są zgodne z intencją dla której zostały stworzone. Nie są zgodne z intencją dla której zostały stworzone – tak właśnie. Zapewne arcybiskup wie lepiej. Może w takim razie Watykan sam by zgłosił projekt takiej rezolucji? Zna intencje, może wspomóc ONZ i UE chyba?

Watykan swój sprzeciw tłumaczył także tym, iż “Kościół nie jest po to, by ulegać modom”. Moda na coś jest popularna “w jakimś czasie, w jakimś środowisku”. Ja rozumiem, że Kościół katolicki uważa się za środowisko co najmniej na całej ziemi a czas liczy od dwóch tysięcy lat… Ale “moda” na homoseksualizm rozciąga się poza rodzaj ludzki i trwa dłużej niż Kościół katolicki. Czyż to nie jest fenomen?

Jeden z największych dzienników włoskich, “La Stampa”, ocenił argumentację Watykanu jako “groteskową”. Moim skromnym zdaniem jest to powiedziane nadzwyczaj delikatnie. Ale czy kogoś to dziwi?

Przedstawione wydarzenia są z grudnia – minęło parę miesięcy… A w maju 2009 roku metropolita lubelski i arcybiskup w jednym, Józef Życiński mówi “Gejów trzeba traktować z należną godnością, a do samego zjawiska homoseksualizmu trzeba podchodzić z szacunkiem i delikatnością”. I to się nazywa mieć jaja, brawo panie arcybiskupie. Oczywiście zaraz pojawiło się typowe uściślenie – homoseksualizm grzechem nie jest, ale czyny homoseksualne – to już tak. Trzeba przyznać, że Watykan pół roku temu chyba o tym zapomniał.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
maj 11

Pani mnister zdrowia raczyła wizytować szpital w Mielcu. Wizyta pani Kopacz odbyła się wczoraj, w niedzielę (ciekawe, swoją drogą, czy ministrowie mają nadgodziny?) a szpital to ten sam, do którego we wtorek trafiła pierwsza zarażona wirusem świńskiej grypy kobieta w Polsce – jakby ten tytuł nie brzmiał.

Pani minister, znana z opowiadania bzdur o przygotowaniu polskich szpitali do ataku pandemii, zaprzeczyła swoim wcześniejszym wypowiedziom słowami “Ja dzisiaj z całą odpowiedzialnością mogę powiedzieć, że ta pacjentka miała szczęście trafiając do tego szpitala” (cytat za portalem TVN24). Wydawałoby się, że gdzie pacjentka by nie trafiła, tam by się nią zajęli odpowiednio. No ale nie, miała szczęście według pani minister. Miała szczęście! To mówi minister zdrowia w odniesieniu do placówki medycznej. Dla mnie takie słowa to skandal, a czytelnicy mogą wyciągnąć własne wnioski.

Swoją drogą, jeszcze jeden cytat z pani minister zdrowia “Pacjentka była bardzo zadowolona z pobytu w tym szpitalu. Jest troszkę zagubiona, bo mówi, że dużo się o niej teraz mówi. Nie wie jak się będzie zachowywać i jak ją przyjmą, kiedy wyjdzie ze szpitala“. Widać, że po okresie ministerialnym nie będzie mieć problemów ze zdobyciem nowej pracy – rzecznik pacjenta idealny prawie. Prawie, bo teksty “bo mówi, że dużo się o niej teraz mówi” brzmią bardziej po polskawemu niż po polsku.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
maj 07

Pakiet Telekomunikacyjny został uzgodniony z rządami krajów członkowskich Unii Europejskiej – wczoraj przepadł w głosowaniu Parlamentu Europejskiego. Dla ścisłości, Parlament przyjął poprawkę zakazującą odcinania Internetu bez wcześniejszego orzeczenia sądu. Poprawka została zgłoszona przez lewicę, zielonych i liberałów. Przyjęcie poprawki automatycznie blokuje Pakiet Telekomunikacyjny.

Co to oznacza? Dostawca Internetu nie będzie mógł blokować niektórych (lub wszystkich) usług, w zależności od swojego uznania – takie działanie będzie mógł nakazać, jak dotychczas, tylko sąd. Jest to wielkie zwycięstwo (choć możliwe, że tylko chwilowe) społeczności internetowej nad rządami.

Organizacja Blackout Europe, która twierdziła iż pakiet naraża na szwank wolność Internetu oraz może w określonych przypadkach prowadzić do monopolizacji rynków przez gigantów, uważa iż rozwiązania przyjęte w pakiecie narażają Internet na cenzurę już na poziomie dostawców. Ozacza to możliwość dowolnego kreowania Internetu (dostępu, ale ja już o konsekwencjach).

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
maj 06

Firma Google zawarła ugodę przed sądem amerykańskim w sprawie praw autorskich do książek zamieszczanych w Google Books. Co to oznacza? Że nielegalnie skopiowane książki, w tym polskich autorów, od teraz są skopiowane legalnie. A przynajmniej tak to zrozumieli co poniektórzy polscy pisarze. Dlaczego tak zrozumieli? Zapewne dlatego, że nie raczyli przeczytać treści i warunków ugody.

Otóż nikt nie zobowiązał polskich pisarzy do pozostawania w ugodzie. Zostali do niej włączenie automatycznie – jako posiadacze praw autorskich na rynku amerykańskim, ale przecież nie są do niczego zmuszani. Mogą w ugodzie pozostać, mogą od niej odstąpić. Niezależnie od tego, mają prawo zażądać usunięcia niektórych lub wszystkich swych dzieł z Google Books.

I o co ta cała afera? Szczególnie, że w razie gdyby w ugodzie pozostali – mają dostać 63% dochodu wygenerowanego przez swoje dzieło. A nie sądzę aby tyle otrzymali na polskim rynku… Panie i panowie pisarze – czytanie nie szkodzi…

A dla leniwych – Ugoda dotycząca programu Google Book Search.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , ,