No, może drobinkę przesadziłem. Kocham żonę, ale Daewoo darzę co najmniej sympatią. Do tego nie jest to bezpodstawne – mam Daewoo, dla ścisłości jest to Lanos. Kupiłem go w 1998 w polskim salonie, tak więc znam go “od urodzenia”. Samochód ma w tej chwili 11 lat (tak mniej więcej w październiku kupowałem, chyba 21 października) i 276 tysięcy kilometrów przebiegu.
I generalnie się nie psuje. Oczywiście co jakiś czas trzeba wymienić to klocki hamulcowe, to końcówki drążków (ech, te polskie drogi), filtry, olej i tym podobne materiały. Jednakowoż samochód jako taki, na większe wady nie cierpi – nawet silnik, co zakrawa na cud, biorąc pod uwagę, że to benzyna. No ale zawszę leję benzynę Pb98 Verva ze stacji Orlen i nie sprofanowałem auta gazem. Niektórzy mówią, że to wcale nie profanacja… No dobra, po prostu nie założyłem instalacji gazowej.
Raz przydarzyła mi się dosyć dziwna historia – silnik raz chodził na trzech cylindrach, raz na dwóch, a czasami wracał do czterech. Pojechałem do serwisu Daewoo, albowiem załatwiam tego sprawy tylko w serwisach autoryzowanych. Samochód został podłączony do komputera i usterka została zdiagnozowana – zepsuł się jakiś element elektroniczny przy silniku. Mechanicy za głowę się łapali, twierdząc, że wcześniej nie widzieli w ogóle ani jednej usterki akurat tej części. Ma się tego pecha.
Usterka została zdiagnozowana wczesnym wieczorem, następnego dnia część była. Została wymieniona i samochód pięknie chodził… Całe trzy dni. Ta część, co to wcześniej nie widzieli zepsutej, zepsuła się ponownie! Nowa! Na szczęście tym razem miałem ją na gwarancji… Następnego dnia samochód odebrałem. Chodzi bezproblemowo do dzisiaj, a było to dobre pięć lat temu. Taki przypadek – coś się psuje niezmiernie rzadko, a tu proszę – nówka po trzech dniach do wymiany. A ewentualnych niedowiarków z komentarzy zapewniam, że jestem ciekawski i bezwstydny – zawsze patrzę mechanikom na ręce i widzę co robią. Nie to, żebym był nieufny – po prostu jestem ciekawy i żądny informacji o świecie jaki mnie otacza.
A teraz do rzeczy, bo wyobraźcie sobie, że te akapity wcześniej to był tylko wstęp. W pracy używam samochodu służbowego i jest to Opel Astra, rocznik 2008. Młodziutki ten samochodzik psuje się wcale nie tak rzadko, jakby człowiek chciał. Nie to, żeby częściej stał na warsztacie niż jeździł – bo byłbym niewdzięczny tak pisząc. Ja konkretnie chciałem napisać o serwisie Opla.
Usterka zdiagnozowana w sobotę, lub poniedziałek rano – nie powiem dokładnie bo akurat służby nie miałem. Należy wymienić jakąś tam część, super. No i ile trzeba na nią czekać? Ano, do piątku. Prawie tydzień. W Daewoo, pięć lat temu, nie czekałem 24 godzin… No ale wiadomo, Daewoo to gówniana firma, jak to mówi “większość” a Opel to super niemiecki auta z zajefajnym serwisem.
Dlatego Daewoo kocham, Opel mi lata, nie powiem dosadnie gdzie. A żeby porównanie było uczciwe – oba serwisy w tym samym niewielkim, powiatowym miasteczku na Mazurach.