preload
mar 28

(Tytuł oryginalny – Kolega w Kauflandzie)

Mam kolegę, który się wyrabia. To znaczy ja wyrabiam jego, kształtuję niczym tą glinę, choć wcale proste to nie jest. I wychodzi nie specjalnie, ot, człowiem ma charyzmę. A to się przekłada.
Oczywiście nie mówię, że ja mam tę charyzmę. Jakiś tam człowiek, nieokreślony bliżej bo i po co.

W każdym razie, kolega dał niedawno czadu w pewnym supermarkecie, którego nazwy tu nie zdradzę (bo po co, skoro zdradziłem w tytule, nie?), normalnie jakbym siebie widział. Zareagowałbym pewnie tak samo, jeżeli nie brutalniej.

Zaczęło się od pana ochroniarza, który kolegę zatrzymał przy wyjściu i koniecznie chciał, uwaga… obszukać. Ci, którzy mają jakieś tam pojęcie o prawie, wiedzą, że pan ochroniarz, nawet licencjonowany, to obszukać może sobie własne gacie w poszukiwaniu penisa. Chyba, że jest kobietą – wówczas takie poszukiwanie, szczególnie uwieńczone sukcesem, byłoby znacznie ciekawsze.

Pan ochroniarz może co najwyżej przejrzeć (tak, wiem, że to eufemizm, ale jednak), a klient może go mieć w dupie. Kolega o tym wiedział więc grzecznie zapytał pana o uprawnienia do przeszukiwania. Pan się zirytował, co świadczy o nim źle i dobrze. Dobrze, gdyż wiedział, że takich uprawnień nie posiada – stąd irytacja. A żle, ponieważ chciał to zrobić wiedząc, że nie może. Logiczny wywód, nie?

Zirytowany pan zagroził (tak, jakby to było rzeczywiście straszne) wezwaniem policji. Kolega zdziwiony, że zamiast prostej odpowiedzi słyszy takie rzeczy, stwierdził iż proszę bardzo, może pan sobie policję wzywać. No to wezwał.

Oczekiwanie też nie było nudne, żeby ktoś tak nie przypuszczał. Pan ochroniarz stwierdził, że mają obaj przejść na zaplecze. Kolega, lekko rozbawiony, oznajmił, iż woli poczekać tu, gdzie stoi. Zapieniony ochroniarz stał obok, a zgrzyt zębów słyszeli pewnie u konkurencji.

Przyjechała policja, poszli na zaplecze. Ochroniarz tryumfalnie wygłosił zdanie pogrążające go jeszcze bardziej, w stylu “no, to teraz pocwaniaczkuj, jak jesteś taki mądry”. Usłyszał jedynie, iż “o ile pamiętam, kolegami nie jesteśmy”. I słusznie, bo to mój kolega, jak nadmieniałem. Policjanci nic nie znaleźli i pani policjantka (taki patrol mieszany, podobnież sympatyczny) wyraziła zdziwienie, że nie zgodził się na obszukanie przez ochroniarza. Kolega objaśnił, iż ani się zgadzał, ani nie – po prostu grzecznie zapytał o uprawnienia.

A pan ochroniarz taki w gorącej wodzie kąpany. Chyba troszkę za długo, nawiasem mówiąc.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,