preload
paź 11

Ostatnio świat obiegła informacja o nagrodzie nobla dla prezydenta USA – Barracka Obamy. Obama dostał nagrodę za to, że… No właśnie, nie do końca wiadomo za co – jak głosi opinia dość szerokiego głosu krytyki.

Pokojowa nagroda nobla od dość dawna jest nagrodą polityczną. Daje się ją osobom (nie mówię, że zawsze), które nie tyle pokój zaprowadzają, co są jego symbolami – a i to nie zawsze. Komitet noblowski z pewnością myśli, choć nie zawsze ma pełen obraz sytuacji.

Dziwię się głosom krytyki, naprawdę. Dlaczego odmawiać Obamie Nobla? Wypadało, takie były okoliczności polityczne, to i dostał. Dokładnie to samo tyczyło się nagrodzie nobla dla Wałęsy. Wałęsa też nie zrobił nic dla demilitaryzacji, dla pokoju… Po prostu był symbolem. Moim zdaniem symbol to nieco ułomny, ale to inna sprawa.

Za rok pokojową nagrodę nobla też dostanie jakiś symbol i pora wreszcie się do tego przyzwyczaić.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
cze 01

Prezes Fundacji Filmowej Armii Krajowej Tadeusz Filipkowski wysoko ocenił film Ryszarda Bugajskiego “Generał Nil” o Auguście Emilu Fieldorfie. Taką wiadomość przeczytałem i nie skomentuję jej – bo nie oglądałem filmu. Więc nie będę ściemniał, że wiem o czym mówię.

Jednak obejrzałem ulotkę reklamową (zresztą to właśnie ona mnie zniechęciła do oglądania, jeśli mam być szczery) i ją skomentuję bez przyjemności ale za to obszernie. Aby obraz komentarza był pełny, muszę jeszcze wspomnieć o następujących słowach pana Filipkowskiego “Odchodzą świadkowie, a brakuje wiedzy. Tej wiedzy, która przez kilkadziesiąt lat była zakazana lub przekłamywana”. To będzie doskonałym mottem komentarza.

Daruję sobie idiotyczne komentowanie wstępu ulotki (“Nie da się zabić legendy”) słowami typu “a podobno ‘komuniści’ go powiesili” bo jasnym jest, że chodzi o przenośnię. Nic z tych rzeczy. Skupimy się na kolejnych odkrywczych myślach twórcy ulotki.

“[...] człowieka, który dowodził największymi akcjami bojowymi w czasie II-giej Wojny Światowej”. Otóż nie dowodził, tylko planował i organizował. No i, nic nie umniejszając tym akcjom, za które część im i chwała (no, w każdym razie za większość) ale były to co najwyżej największe akcje bojowe AK. Bo w trakcie II-giej Wojny Światowej, tak się głupio składa, bywały akcje bojowe w które wmieszane było więcej żołnierzy niż taka AK i AL miały razem. Taki tam drobiazg, ot, niewinne przekłamanie.

“Wybitnej, niesłusznie skazanej na zapomnienie postaci Polskiego Państwa Podziemnego” (pisownia oryginału). Że wybitnej to się zgodzę – generał Nil był na tyle rozsądny, że był przeciwny rozpętywaniu Powstania Warszawskiego. Ale to skazanie na zapomnienie… Pewną ciekawostką jest fakt, że i teraz NIEKTÓRE z elementów życiorysu są mało eksponowane – jak choćby sprzeciw przeciwko wzmiankowanemu Powstaniu. Kiedyś też NIEKTÓRE fakty były przemilczane – no ale to be i fe.

Ulotka reklamująca film

Ulotka reklamująca film

No to jak to było z tym zapomnieniem?
Wyrok (kara śmierci przez powieszenie), oficjalnie, miał być wykonany 24 lutego 1953 roku, o godzinie 15. Prawdopodobnie został wykonany właśnie wtedy (no bo niby dlaczego nie), oficjalne potwierdzenie wykonania wyroku śmierci wystawiono 9 marca 1957 roku. Niewątpliwie był to mord sądowy, niewątpliwie na osobie niewygodnej dla państwa. Nikt temu nie zaprzecza teraz i…

No właśnie. Ryszard Bugajski, reżyser, na ulotce pisze “Dopiero w wolnej Polsce mogłem o tym opowiedzieć”. Pewnie odzyskał mowę, albo co. Postępowanie rehabilitacyjne generała “Nila” wznowiono w 1957 roku. Sąd Najwyższy PRL uchylił poprzedni wyrok a 4 lipca 1958 r. Prokuratura Generalna umorzyła postępowanie karne “wobec braku dowodów winy”. Oczywiście można się czepiać, że “brak dowodów winy” to żadna rehabilitacja. 7 marca 1989, również Prokuratura Generalna, stwierdziła “iż podstawą umorzenia jest stwierdzenie, iż August Emil Fieldorf nie popełnił zarzucanego mu czynu”. I to także jest decyzja polityczna, bo nie wierzę, że przeszło trzydzieści lat po wydarzeniach, ktokolwiek trudził się ustalaniem i stwierdzaniem. Po prostu tak wypadało. Tak jak wcześniej wypadało napisać o braku dowodów winy. A przecież to to samo, bo brak dowodów winy oznacza niewinnego. Słowa się tylko różnią – jedne i drugie są polityczne.

Władze PRL do 1989 r. nie wskazały miejsca pochowania, tak twierdzi IPN. Po 1989 też władze nie wskazały, bo go nie znają. Ciekawostką jest fakt, iż miejsce pochówku generała usiłował ustalić szef MON PRL-u, niejaki generał Jaruzelski… A ponieważ się nie udało, to powstała tablica z grobem symbolicznym na Powązkach. No ale, jak to mówią, nic nie wolno było mówić.

A co do sądów nad niewinnymi… Tak było, jest i będzie. Ot, weźmy przykład z nowego Wielkiego Brata i więzienia Guantanamo. Charles Stimson, zastępca sekretarza obrony ds. sądów wojskowych, mówi: “Ale co zrobić z prawie setką najgroźniejszych ludzi świata, którym nie zawsze można udowodnić winę?”. Ano właśnie, nie można udowodnić im winy…

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
maj 30

Nie czytuję wiadomości z portalu Interia, a jak się do czegoś czepiam, to zazwyczaj pochodzi to z TVN24. Nie oznacza to, że nie lubię tej telewizji (choć parę przykrych rzeczy potrafiłbym powiedzieć, np. skrajna nieodpowiedzialność w szerzeniu paniki na temat świńskiej grypy) – po prostu ją najczęściej oglądam i czytuję w Internecie. Jednakowoż dzisiaj padło na Interię, przypadkiem. Wpadł mi w oko artykuł opowiadający o wydarzeniach sprzed paru lat, również dosyć dawno omawiany… Ale widać tam to nowość.

Nie świeżość informacji jednak powala. Wręcz zbija z nóg skomplikowanie tytułu, mieszanina języka polskiego i angielskiego – gdyż nawet nie ośmieliłbym się przypuszczać, że autor jest impotentem językowym i najzwyczajniej w świecie, po polsku pisać nie potrafi. Tytuł to, uwaga, “Kontrolował i namawiał do sexu“. Można się oczywiście przyczepić do dziwnej odmiany angielskiego słowa, ale cóż.

Tych, którzy są jednak przekonani iż to impotencja językowa, upewniam – tak jest, powinno być “do seksu”. Oczywiście nadal nie byłoby to poprawne prawnie, ale językowo już tak.

No i link do opisywanego materiału: http://motoryzacja.interia.pl/news/kontrolowal-i-namawial-do-sexu,1315126,2944. Duża buźka, redaktorzy.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
kwi 28

No dobra, wiele osób odwiedza ten blog (aż się zdziwiłem!), więc pora napisać coś o świńskiej grypie, a nie rozwodzić się na temat pandemii, jak uczyniłem to w poprzednim wpisie pandemia i świńska grypa.

Drażni mnie ta cała sytuacja, tak całkiem poważnie. Denerwują mnie wiadomości, gdzie 90% stanowi informacja o tym, że gdzieś tam hospitalizowano kogoś z takim to a takim podejrzeniem, a gdzie indziej kogo innego. Epatowanie tłuszczy przekonaniem, że już za chwilę, już za momencik, wszyscy będziemy mogli onanizować się ryzykiem owej grypy w Polsce.

W zeszłym wieku, znaczy się w XX, bo to nie tak dawno, zdarzyły się trzy pandemie. Co to jest pandemia pisałem również w poprzednim wpisie o świńskiej grypie – link wyżej. Tuż po I Wojnie Światowej (Wielkiej Wojnie, jak to wtedy nazywano), w latach 1918-1919 świat obiegła hiszpanka zbierając żniwo pięćdziesięciu milionów dusz. Następne były łagodniejsze – w 1957 azjatka zabiła milion osób, w 1968 grypa z Hong-Kongu – kolejny milion. Poza hiszpanką, dwie kolejne były mutacjami właśnie świńskiej grypy.

No i to były pandemie. Tymczasem, na chwilę obecną, świńska grypa zabiła 150 osób. Ptasia grypa, parę lat temu, zabiła około 100 osób. Jasne, to się jeszcze nie skończyło i bardzo żal każdego istnienia ludzkiego… Tylko mało kto zdaje sobie sprawę z różnych faktów… A potem przyszedł raport WHO i co się okazało? Że tak naprawdę (potwierdzono, a nie słuchano komunikatów) to zmarło kilkanaście osób…

Ptasia grypa dziwnie zbiegła się z premierą nowego antywirusa, nie pamiętam już jego nazwy. Niecierpliwie oczekuję informacji o nowym antywirusie. Nawiasem mówiąc – ludzkość nie zna jeszcze całkowicie skutecznej szczepionki, lub całkowicie skutecznego antywirusa przeciwko grypie. Grypie – tej zwykłej.

Teraz uwaga – co roku, w USA na grypę umiera 36 tysięcy osób. Co roku, na całym świecie, na grypę umiera 700 tysięcy osób! Mowa jest o zwykłej grypie, nie ptasiej, nie świńskiej. Ale jasne, lepiej się straszyć i napędzać zakupy nieskutecznych szczepionek przez biedną, wystraszoną masę. Nie dajmy się zwariować, koncerny farmaceutyczne i tak biedne nie są.

A świńska grypa to podkładanie świni biednym ludziom. Wcześniej wspomniana szczepionka nie była całkowicie skuteczna, kosztowała 150 złotych za dawkę… No i przerażone społeczeństwo sobie te dawki aplikowało. Nie wiadomo tylko po co.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
kwi 25

Uwaga: jeżeli jesteś przerażony świńską grypą i chcesz dowiedzieć się czegoś więcej – przeczytaj wpis świńska grypa po raz drugi. Tutaj meritum jest nieco inne.

Oczywiście mam ją w dupie. Nie dosłownie, moje owsiki tudzież hemoroidy są bezpieczne i się nie zarażą, ale tak ogólnie. No bo, w zasadzie, ludzie podniecają się strasznie tym, co powie telewizor, a to, co jest ważne, mają zwyczaj puszczać mimo uszu. Wiem dlaczego, ale mi przykro z tego powodu. Ot, telewizornia rządzi.

Piszę o świńskiej grypie z jednego powodu – słowa pandemia. Mam zwyczaj, że co poniektóre słowa konsultuję z różnego rodzaju źródłami wiedzy. Nie, żebym akurat nie rozumiał co oznacza pandemia, ale bywa, że jest to niezła rozrywka.

Nie zawiodłem się tym razem na Wikipedii. Oto cytat, który tak mnie rozbawił: “Według niektórych opinii przyczyną pandemii może być globalizacja[potrzebne źródło], która znacznie ułatwia rozprzestrzenianie się chorobom”. I teraz tak się zastanawiam, cóż to za źródło potrzebne. Niektóre opinie. Jakie tu źródło można podać? Pan Stasiek, pani Hanka spod monopolowego? I stara Kryśka, co to już nie ciągnie, ale zajmuje się młodszymi dziewczętami? Jest choćby opinia tego, co pisze.

Pomijam fakt, że jest to opinia, delikatnie ujmując, niespecjalnie przemyślana. Czym jest pandemia? Epidemia, która obejmuje duże rejony świata. Ale jak globalizacja może na to wpływać? Owszem – ułatwić rozpostrzenianie się – jasne. Ale wiecie, nawet jeżeli nazwać globalizację chorobą… to raczej WHO do indeksu jej nie wpisała. Ergo, pandemia może być ułatwiona przez globalizację* ale, do diaska, nie może być przyczyną**.

Jak chcecie sobie poczytać coś lżejszego to proponuję głupawe wiersze i poezję, lub wizytę na giżyckim forum.

*) Zależy co nazwać globalizacją, ale to logiczne.
**) Choćby dlatego, że termin pandemia znamy z czasów, gdzie do globalizacji było bardzo daleko.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,
mar 18

Ostatnio wziąłem się za czytanie. Nie, żebym wcześniej mało czytał, wręcz przeciwnie. W porównaniu do statystycznego Polaka, to ho, ho! Że proszę siadać, panie tego. Nie pamiętam dokładnych danych, ale wychodzi coś poniżej jednej książki rocznie na łeb. Wynik fatalny, a mój, w przybliżeniu, osiąga około trzystu książek rocznie. Praktycznie codziennie czytam książkę, niektóre zajmują mi dwa dni. A jak nie mam książek, to czytam sobie na przykład forum Giżycko i też jest ciekawie. A kiedy nastrój mam masochistyczny, to się biorę za własne wiersze i poezję tak zwaną. Okropne, ale dają wytchnienie szarym komórkom, są nieskomplikowane i niezbyt wymagające.

Ostatnio, jak już wspomniałem, wziąłem się za czytanie. Zachorowałem na ospę wietrzną, z domu wychodzić nie mogłem, to co robić? Oczywiście, można żeglować po Internecie, można wlepiać oczy w telewizor czy w ścianę, bo to właściwie żadna różnica (i to niezależnie od tego, czy odbiornik jest akurat włączony, czy nie), można grać w jakieś niezwykle skomplikowane manualnie gry, można wreszcie snuć plany podboju świata, ale… Jakoś nigdy się do tego nie przekonałem. No, może poza tymi planami, temat jest niezwykle fascynujący. Reasumując to nieco przydługie zdanie, gdybym na ospę chorował pół roku, to pewnie bym osiągnął średnią w okolicy tysiąca książek rocznie.

Wziąłem się za czytanie i postanowiłem odświeżyć sobie autorów młodości. Wiedziałem, że ocena dobrej książki, przeczytanej dziesięć czy dwadzieścia lat temu, potrafi ewoluować i pięknieć – nagle okazuje się, że lektura właściwie była doskonała, cudowna i nic nie mogłoby jej sprostać. Tego się trochę obawiałem, ale przynajmniej nie miało to być zaskoczeniem. Pocieszałem się też tym, że jednak nie uważam tych książek za doskonałe i cudowne a właśnie za dobre, pełne fantazji i humoru.

Nie zawiodłem się! Wchłonąłem kilka książek Edmunda Niziurskiego i Joanny Chmielewskiej. Może od razu wymienię parę tytułów, bo przy okazji chciałbym te książki polecić PT Czytelnikom swojego bloga. Ja pierdzielę, ale to zabrzmiało! No, uśredniło się.

Joanna Chmielewska:

  • Krokodyl z kraju Karoliny
  • Nawiedzony dom
  • Wszystko czerwone
  • Całe zdanie nieboszczyka
  • Dzikie białko
  • Lesio

Edmund Niziurski:

  • Adelo, zrozum mnie
  • Naprzód, wspaniali!
  • Jutro klasówka
  • Siódme wtajemniczenie
  • Księga urwisów (świetnie przemycony produkcyjniak!)
  • Szkolny lud, Okulla i ja

To te starsze, które raczyłem przeczytać i je sobie przypomnieć. Zajęło mi to circa pięć dni – zajęłoby cztery, ale wiadomo, inne obowiązki również na mnie ciążyły. Podobały mi się jak kiedyś – może nawet bardziej, biorąc pod uwagę, że znałem ich treść i to, co się stanie za chwilę. Jak również to co najważniejsze – zabił lokaj. I nie przeszkadzało mi to w niczym!

Potem wziąłem się za dzieła nowsze. Nie chce mi się ich wymieniać nawet, ale co tam:

Joanna Chmielewska:

  • (Nie)boszczyk mąż
  • Zapalniczka
  • Bułgarski bloczek

Edmund Niziurski:

  • Pięć melonów na rękę
  • Największa przygoda Bąbla i Syfona – czy coś takiego
  • Nowe przygody Marka Piegusa

No, Kochani, porażka na całej linii. Jedni z ulubionych pisarzy mojej młodości stali się… nudni. Wtórni. Bez pomysłu na książkę. A „Nowe przygody Marka Piegusa” wręcz… no co tu dużo gadać, mają kawałki może nie tyle niepoprawnej co po prostu brzydkiej polszczyzny. Nie wspomnę już o pani Chmielewskiej, która długo i namiętnie na początku książki wyjaśnia co to znaczy boszczyk, ale na wszelki wypadek i tak dodaje (nie) przed tytułem. Najwyraźniej ma czytelników za podwójnych idiotów.

Pisarze nie potrafią tak pisać jak kiedyś, Mozart i Bach to w ogóle nie żyją a i ja sam dobrze się nie czuję. Do szpagatu ciągle brakuje mi dobrych dziesięciu centymetrów, a kontuzja, przez którą przestałem go robić do końca, wydarzyła mi się cztery lata temu. Zdecydowanie spadek formy.

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , , ,