Wpisy oznaczone ‘Czarnoksiężnik’
Harry Potter
Autor wpisu: lukasz, kategoria Harry Potter, Literatura, Postać, Rowling dnia 29 Kwiecień 2009
Harry Potter to główny bohater siedmiotomowego cyklu o przygodach młodego czarodzieja. Młody czarodziej to właśnie wymieniony w tytule. Omawiałem już poszczególne tomy cyklu:
- Harry Potter i Kamień Filozoficzny
- Harry Potter i Komnata Tajemnic
- Harry Potter i więzień Azkabanu
- Harry Potter i Czara Ognia
- Harry Potter i Zakon Feniksa
- Harry Potter i Książę Półkrwi
- Harry Potter i Insygnia Śmierci
Wspominałem wówczas, jeżeli pamięć mnie nie myli, to wielokrotnie, o tym, iż uważam postać Pottera za idiotę. Nieskażonego myśłeniem, choć oczywiście mężnego i o duszy czystej jak łza. Łza, nawiasem mówiąc, specjalnie czysta nie jest, ale to taka przenośnia i przejdźmy nad tym do porządku dziennego.
Harry Potter urodził się, w świecie wyimaginowanym, 31 lipca 1980 roku. Był synem Jamesa Pottera (ten to dopiero był burak) i Lily Potter z domu Evans (burak o niebo mniejszy, powody złączenia się z Jamesem co najmniej nie jasne – może ciąża, że tak będę bezczelny).
Rodzice Pottera giną, gdy ten ma rok – i od tamtej pory rozpoczyna się jego gehenna w realnym świecie (mugolskim – jak to nazywa autorka). Świat czarodziejski okazuje się lepszy, choć bywa bardziej niebezpieczny. Prócz przyjaciół, Harry znajduje także sporo prawdziwych wrogów.
Nie o to jednak chodzi, biografii pisać nie będę. W kolejnych tomach Potter rysowany jest jako idiota i to mnie ciekawi. Czemu autorka z idioty zrobiła głównego bohatera? Aż wstyd powiedzieć, że może chodziło o to, aby czytelnik utożsamiał się z owym bohaterem. Mam nadzieję, że nie i że tak wyszło przypadkiem.
Ludzie inteligentni albo Pottera nie lubią (Severus Snape) albo… nim sterują (Albus Dumbledore, Tom Riddle a.k.a. Voldemort – oczywiście każdy na swój sposób, ten dobry i łagodny jak i ten zły). Są oczywiście wyjątki, tyle, że jakoś wypadły mi z głowy. I proszę nie mówić o Syriuszu, Weasleyach – bo inteligentny to nie to samo co dobry, w porządku, tudzież ok. No, jeszcze Remus Lupin – ten był inteligentny ale miał też w sobie morze cierpliwości, nie wiadomo skąd.
Harry Potter i Insygnia Śmierci
Autor wpisu: lukasz, kategoria Harry Potter, Literatura, Opis, Rowling dnia 27 Kwiecień 2009
Harry Potter i Insygnia Śmierci (Joanne Kathleen Rowling)
Zacznę może od najgorszego – tłumaczenie. Jest to zdecydowanie najgorzej przetłumaczony tom, co ciekawe, tłumacz się nie zmienił – ciągle robił to pan Polkowski. O ile w poprzednich tomach nie poradził sobie najgorzej, o tyle ten siódmy o pomstę do nieba woła. Jeżeli tylko masz możliwość – czytaj w oryginale.
Autorka konsekwentnie, choć niezbyt umiejętnie, ciągle usiłuje przekonać czytelnika, iż Snape jednak jest tym złym. Zaczęło się w książce Harry Potter i Książę Półkrwi (bo wcześniej wydawał się zły Potterowi, a potem okazywał dobry – no ale to były drobiazgi w porównaniu z zabiciem Dumbledora w szóstym tomie). Uważny czytelnik widzi jednak kto jest podwójnym agentem, a kto nie.
Książka, jak zwykle, kończy się dobrze, Voldemort ginie, brawo. Byłoby to całkowicie nielogiczne, więc autorka sprytnie wsparła się kolejnymi magicznymi przedmiotami – tytułowymi insygniami śmierci. Nie chce mi się tego opisywać, ale od biedy ujdzie.
Scena śmierci Voldemorta jest niezła, naprawdę. Kojarzy mi się z najlepszym rozdziałem tomu piątego – Harry Potter i Zakon Feniksa, tyle, że tym razem Toma strofuje Harry.
Jednak ciągle drażni mnie brak konsekwencji. Dumbledore wykradający te insygnia w najgłupszy możliwy sposób… W końcu, do diaska, był największym czarodziejem świata, po co się bawił w gierki Voldemorta? Powinien przełamywać jego czary, a nie godzić się na grę według jego zasad.
No i ostatecznie kto był największym czarodziejem w świecie wykreowanym przez panią Rowling? Dumbledore, jasne. Oczywiście miłoby było, gdyby to było konsekwentne, ale niech tam. A zaszczytne drugie przypada… Severusowi Snape. Przyznaję, że od pierwszego tomu mi się podobał – może dlatego, że nie brakowało mu inteligencji, w odróżnieniu od sami wiecie kogo… Nie Sami Wiecie Kogo, tylko właśnie sami wiecie kogo, a więc Pottera. Konsekwentnego idioty.
I tym optymistycznym akcentem…
Harry Potter i Książę Półkrwi
Autor wpisu: lukasz, kategoria Harry Potter, Literatura, Opis, Rowling dnia 14 Kwiecień 2009
Harry Potter i Książę Półkrwi (Joanne Kathleen Rowling)
To mogłaby być dobra część, naprawdę. Akcja rozwija się coraz bardziej i w ogóle. Wszystko zmierza ku finałowi. Słaba próba ostatecznego odkrycia, iż to Snape jest tym złym. A raczej – ostatecznego zasugerowania, bo dla czytających ze zrozumieniem, jasnym jest, iż Snape jest tym dobrym. No, w każdym razie – inteligentnym i stojącym po stronie dobra a przeciwko Voldemortowi, bo czy tak ogólnie jest dobry, to mam poważne wątpliwości.
Z pewnością jednak jest mądrzejszy od ciągle konsekwentnie rysowanego Pottera, ciężkiego tłuka. Nie chodzi tu o tłuczka od książkowej gry Quidditch, tylko ciągle o idiotę.
Gorzej, że z powodu fabuły, całkowicie rozmył się obraz Albusa Dumbledore. Niestety, z potężnego czarodzieja (ba, jeszcze jeden tom wcześniej… Harry Potter i Zakon Feniksa) autorka zrobiła starego, stetryczałego cymbała (to się akurat wyjaśni w tomie siódmym) i gościa, którego potrafi pokonać byle Malfoy. Żenujące, proszę ja Was, żenujące. Jasne, usiłowała to uzasadnić. Udało się to autorce mniej więcej tak, jak przekonywanie Polaków przez premiera Tuska, że u nas kryzysu to wcale nie ma, swego czasu.
Ogólnie, w tym tomie dowiadujemy się prawie wszystkiego. Są rzeczy, które trzeba będzie jeszcze wyjaśnić i w tomie siódmym niewątpliwie to się stało – ale o tym napiszę później. Tom byłby całkiem niezły, gdyby nie to załamanie linii dyrektora szkoły. No nie pasuje kompletnie, przykro mi.
Harry Potter i Zakon Feniksa
Autor wpisu: lukasz, kategoria Harry Potter, Literatura, Opis, Rowling dnia 8 Kwiecień 2009
Harry Potter i Zakon Feniksa (Joanne Kathleen Rowling)
To już piąta część przygód młodego czarodzieja, Heńka Garncarza (cięzko mi się ciągle pisze Harry Potter, a do tego samego się to sprowadza, ostatecznie). Harry ma już 15 lat, znaczy się nie jest już takim szczawiem, jak na przykład z okazji tomu Harry Potter i Kamień Filozoficzny, gdzie miał lat jedenaście, ale nadal jest takim samym idiotą, więc…
Więc w zasadzie nic się nie zmienia. Choć tutaj ładnie jest pokazane, że nawet idiota może mieć rację, a system jest przeciwko niemu – chodzi mi o zaklęcie do przepędzenia dementorów, jak to bronił swojego tłustawego braciszka ciotecznego Dudleya, bodajże. Jasnym jest, że sam by sobie nie poradził, no ale ma patrona, Albusa Dumbledora, który doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że łatwo jest sterować ludźmi, którzy serce mają mężczne a czyste, za to umysł nieskażony jakimiś głębszymi zawirowaniami. To się pisarce udaje doskonale – rysowanie postaci. Choć później da ciała, że aż przykro patrzeć, ale to w kolejnych recenzjach.
Najwspanialszy rozdział z tego tomu, może nawet z całego cyklu, to rozdział 36 – “The Only One He Ever Feared” czyli “Jedyny, którego zawsze się bał“. I choć osobiście napisałbym go trochę inaczej, wykazałbym jeszcze większą… Ach tak, nie napisałem kogo on dotyczy. Dotyczy Voldemorta, który boi się Dumbledora. No, może wydaje mu się, że nie do końca się boi, ale jednak. W każdym razie, wykazałbym jeszcze większą przewagę starego Albusa nad też głupkowatym (ale nie tak, jak Potter, trzeba przyznać) Voldemortem. Wspaniałe fragmenty, gdy Dumbledore idzie nawet nie wyciągnowszy różdżki, a Voldemort się cofa, fragmenty gdy mówi do niego spokojnym głosem “It was foolish to come here tonight, Tom”, czyli “To było głupie, przychodzić tu dzisiaj, Tom” (wolę czytać w oryginale). Piękne. Albo to, jak Bellatrix Lestrange, najpilniejsza i najzdolniejsza uczennica Voldemorta nie potrafiła się obronić przed figurami ożywionymi przez Dumbledora jednym machnięciem różdżki, choć zasypywała je (owe figury) gradem zaklęć.
Dla tego rozdziału warto przeczytać cały cykl. Polecam, choć uwagi – jak w poprzednich częściach cyklu. A książka, jak to książka
Harry Potter i Czara Ognia
Autor wpisu: lukasz, kategoria Harry Potter, Literatura, Opis, Rowling dnia 27 Marzec 2009
Harry Potter i Czara Ognia (Joanne Kathleen Rowling)
Czwarty tom przygód młodego czarodzieja, Harrego Pottera. Jeszcze bardziej rozwinięty niż trzy poprzednie części, do tego stopnia, że chyba aż za bardzo. Niestety, w akcji widać dłużyzny, które jak najbardziej mają wpływ na fabułę – ale można je było napisać trzy razy krócej. Przez co niewątpliwie narracja zyskałaby na płynności i lekkości. Nie wiem co było powodem przedłużeń – może skłonności autorki do pisania długo i namiętnie (a po sukcesie poprzednich tomów mogła sobie na to pozwolić) czy procent od ceny w tantiemach… Wiadomo, im grubsze dzieło, tym droższe.
No, nieważne. Mimo tych dłużyzn, gdy machniemy na nie ręką – książkę czyta się dobrze. Oczywiście cały smak psuje tom poprzedni – Harry Potter i więzień Azkabanu. Czemu? Z powodu tego nieszczęsnego zmieniacza czasu.
Jest moment, gdy Potter przenosi się na cmentarz i tam Voldemort (może niektórzy nie wiedzą – główny czarny charakterek) odzyskuje ciało, bo dotychczas był tylko cząstką duszy. Rozszczepionej, jak się później dowiemy, ale nie o to chodzi – ważne, że taki sukinsyn a duszę jednak miał. Jest nadzieja dla paru polityków.
Cóż szkodziło wziąć zmieniacz czasu (gdy sytuacja już się wyjaśniła) i zamiast Pottera posłać tam kiludziesięciu aurorów (takie ichnie jednostki specjalne)? Otóż wyjaśnienie jest jedno – nie pasowałoby do dalszej fabuły i kolejnych tomów by nie było, albowiem Voldemort byłby martwy. W sensie – trzeba by poszukać innych cząstek, ale Biały Trzmiel (Albus to biały po łacinie a Dumbledore to trzmiel po angielsku) już by sobie z tym poradził.
Z bohaterów – Potter jak zwykle jest pół idiotą, a może nawet całym i… tyle. Przynajmniej postać jest konsekwentnie narysowana. I tak polecam, bo jak nie zwracać uwagi na to, że przydługie – to czyta się dobrze.
Harry Potter i więzień Azkabanu
Autor wpisu: lukasz, kategoria Harry Potter, Literatura, Opis, Rowling dnia 5 Marzec 2009
Harry Potter i więzień Azkabanu (Joanne Kathleen Rowling)
To już trzeci tom przygód młodego czarodzieja Harrego Pottera, jaki omawiamy. Wcześniej omówiliśmy część pierwszą, Harry Potter i kamień filozoficzny, oraz część drugą, Harry Potter i komnata tajemnic.
Część trzecia odstaje od swoich poprzedniczek. Odstaje na plus, rzecz jasna. Po pierwsze – akcja jest zgrabniejsza, po drugie historia spójniejsza, ładnie (co akurat nie było trudne do uzyskania, ale dobrze wygląda) zazębiająca się o kolejne (i poprzednie – co wyjaśnię za chwilę) wątki.
Resumując, książka jest dłuższa i lepsza. Czy to oznacza, że jest dobra? W pewnym sensie. Ma jeden minus, który całkowicie ją dyskwalifikuje – tak samo zresztą jak masowo dyskwalifikuje inne książki z cyklu! Łącznie z tymi jeszcze (gdy pani Rowling ją pisała) nie napisanymi… Powodem jest zmieniacz czasu. Taki rodzaj osobowego wehikułu, który zmienia czas. Nie wiadomo czy potrafi przenieść w przyszłość, ale na pewno potrafi w przeszłość, czego jesteśmy świadkami czytając książkę.
Niestety, wprowadzenie zmieniacza zgrabnie przeprowadza nas przez fabułę, pasuje, ale kompletnie nie tłumaczy, dlaczego zmieniacz nie był używany wcześniej ani nie będzie używany później (w którymś z następnych tomów zmieniacz jest wspominany kolejny raz – jako rozbite szczątki – nie jest napisane czemu nie można “zrobić” kolejnych). A w wielu momentach taki zmieniacz by się przydał – ot, ktoś mógłby cofnąć się w lata młodości Voldemorta i zabić go jako to dziecko w kołysce. Oczywiście nie warto wysyłać mocno przereklamowanej hydry.
Książka jest na pewno lepsza od swoich poprzedniczek i gdyby nie ten nieszczęsny zmieniacz… to bym ją polecił z czystym sumieniem. A tak polecam z drżeniem sumienia delikatnie naginanego.
Harry Potter i Komnata Tajemnic
Autor wpisu: lukasz, kategoria Harry Potter, Literatura, Opis, Rowling dnia 1 Marzec 2009
Harry Potter i Komnata Tajemnic (Joanne Kathleen Rowling)
Kolejna część przygód młodego czarodzieja, Harrego Pottera. Bohater ma już dwanaście lat, ciągle jest głupkowaty i w zasadzie… ciągle jest to dosyć nudnawa bajka, która – żeby nie było – ma też swoje zalety.
Jak poprzednio – drobna dawka humoru, ładnie narysowane postacie. Akcja, jak akcja – taka sobie.
Legendarna Komnata Tajemnic zostaje otwarta, więziony w niej bazyliszek (na początku nie jest jasne, co jest potworem) uwolniony. Harry z przyjaciółmi wpadają na trop, który może doprowadzić ich do rozwiązania zagadki i uratowania szkoły.
Scenariusz jak z podłej gry komputerowej. No i jak zwykle podejrzewają nie tego, co trzeba – i przerodzi im się to w nawyk. Jest to jedna z najsłabszych książek całego cyklu. Pierwsza, Harry Potter i Kamień Filozoficzny, jest równie słaba no ale właśnie – pierwsza. Więc jest jakąś nowością, tutaj nie ma tej zalety.
Harry Potter i Kamień Filozoficzny
Autor wpisu: lukasz, kategoria Harry Potter, Literatura, Opis, Rowling dnia 25 Luty 2009
Harry Potter i Kamień Filozoficzny (Joanne Kathleen Rowling)
Ciężko jest zmierzyć się od razu z książką popularną, ale spróbuję, bo co mi szkodzi. Zaczniemy od informacji ogólnych i powszechnie znanych, bo może się okazać, że przesadzam w swoim optymizmie. Kamień filozoficzny (w stanach wydano to jako kamień czarnoksiężnika, mało trafnie moim zdaniem) to pierwszy tom z siedmiotomowej serii o przygodach młodego czarodzieja Harrego Pottera. Brzmi może nie najlepiej, ale do tego się sprowadza.
W pierwszej części Harry ma 11 lat i dowiaduje się, że jest czarodziejem. Fabuła nie jest specjalnie skomplikowana, młody czytelnik nie powinien się zgubić a starszy może nawet lekko ziewać. Dialogi są proste, od czasu do czasu widać przejaw humoru autorki, choć nie jest to zbyt nachalne. A szkoda.
Książka Harry Potter i Kamień Filozoficzny jest godna polecenia jako wstęp do literatury tego rodzaju, ale raczej dla młodszych czytelników. Ktoś starszy też w niej znajdzie coś dla siebie – ale nie taki, który dobrze zna taką literaturę.
Książka została wydawna w Polsce w 2000 roku, tłumaczył pan Andrzej Polkowski – poradził sobie całkiem nieźle, biorąc pod uwagę fakt, że język angielski bywa niejednoznaczny w miejscach gdzie polski i owszem.