Archiwum z 02, 2009

Raport (2009-2-28)

Ostrze rysowało skóry wzorami młodości.
wzdłużne bruzdy przynadgarstkowe,
Płakała dusza wciągana do raju.
tkanka cięto-szarpana,
Trysnęła wolność niepowstrzymana.
wybroczyny obustronne, przedśmiertne,
Uśmiech rozjaśnił ból twarzy.
plamy opadowe, rigor mortis ustąpił,
Zobaczyła piekło, tylko po drodze.
zgon nastąpił cztery dni temu,
Lądując bezpiecznie w raju.
podpisano: anatomopatolog Takiataki

Ton życia (2009-2-26)

W nastrojowej butelce utopiłem smutek,
rozwiałem dymy zwątpienia – won!
Na fortepianie, tych parę nutek,
nadaje życiu żywszy ton:
Bim-bom, bim-bom, bim-bom…
To Twoja pierś? Pardon.
Że nic nie szkodzi? To jeszcze raz
Pierś, wargi, uda, całuję Cię.
Niestety, budzik. I nie ma nas,
a było pięknie, w tym moim śnie.

Moja Królowo (2009-2-18)

Czarna Królowo, nieodgadniona,
jak zwykle płyniesz na przekór czasu,
poprzez wzburzone fale wspomnień,
tęsknotę niesiesz i ukojenie.
Podążam za Tobą, nie wiem, gdzie zmierzasz,
nie ważę sensu, nie łaknę słów.
Dotykam dłoni, zamykam oczy,
rozwijam skrzydła, pochwycę Cię.
Jak podróż do piekła, w tę i z powrotem,
bez śladu skargi, czuję to.
W mieście aniołów zbuduję tron,
złożę okruchy tysiąca zwierciadeł,
w każdym zobaczę Twoją twarz
i powiem [...]

Promenada serc (2009-2-15)

Spotkałem Cię, na promenadzie serc
z rozwianą głową, strzępami myśli
- Jestem samotna, przytulisz mnie?
- Tak – odpowiadam, zagarniam Cię
całą dla siebie, tak, tylko dla mnie
powoli snuję miłości sieć.
Już w liczbie mnogiej,
od dziś nie “ja”, lecz zawsze “my”.
Przytłaczam, duszę, zamykam Cię w sobie.
No tak… nadal jesteś samotna.
Niby we dwoje, wciąż nierozłączni,
lecz teraz nie masz dla siebie nic.
Odchodzisz, [...]

Sumienie (2009-2-11)

Ile mam na sumieniu?
Sam Bóg się poddał:
“Nie będę liczył,
to nie na mój wiek”.
Polarne pola to zamarznięte
łzy nienawiści -
tak ściga mnie świat.
Kiedyś dogoni.
Nadrobi stracone serca złamane,
krwawiące rany, płonący las.
Pasmami nieszczęść już mnie oplata,
zazdrosny bywa jak Ty.

Czarna Śmierć (2009-2-8)

W przeogromnej czerni,
gdzie najciemniejsza sierść
świeci niczym Słońce,
stukają kości.
Rytm życia wpleciony
w kajdany śmierci:
żyj i umieraj,
maszeruj i giń.
Rozwarte ramiona Chrystusów
(a mamy ich tu pod dostatkiem)
tańczą nocą piruet zgonów:
zdychaj i cierp,
poświęć się, walcz.
Czerń cię powita,
utuli atłasem,
ukoi ból
stukotem śmierci.

Diament (2009-2-4)

Jesteś niewidzialnym człowiekiem,
krążącym bez celu,
stającym na palcach
by móc sięgnąć nieba.
Skowytem się skarżysz,
warczysz zazdrośnie
i wciąż nienawidzisz…
Wybacz i kochaj.
Jesteś niewidzialnym człowiekiem,
bo czystym jak diament.